W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Szczegółowe informacje znajdują się w POLITYCE PRYWATNOŚCI I WYKORZYSTYWANIA PLIKÓW COOKIES. X
YOCHI

Artykuły

Wszystkie lasy, łąki i pola są aptekami

2024-05-17 11:18:57
Wszystkie lasy, łąki i pola są aptekami

O dobroczynnym wpływie ziół na nasze zdrowie i o tym, jak magiczne kryją w sobie moce rozmawiamy z Martą Siwińską, dyplomowaną zielarką, pasjonatką ziół naturalnych, ogrodów i miłośniczką bioróżnorodności z Łężyna.


– Od jak dawna interesuje się Pani ziołami, skąd wzięła się ta pasja, i jak można zostać dyplomowaną zielarką?

– Moja historia z ziołami zaczęła się 8 lat temu, gdy z mężem zamieszkaliśmy na wsi. A właściwie, to mam wrażenie, że ta pasja była we mnie od zawsze, tylko jakby uśpiona. Urodziłam się i wychowałam na wsi, w otoczeniu natury. Rośliny kochałam od zawsze i byłam ich ciekawa. Z zaciekawieniem słuchałam opowieści kobiet w rodzinie o ziołach i o tym jak to było z nimi dawniej. Od dziecka lubiłam siedzieć na łące, pleść wianki i rozmyślać, jaką magiczną moc ma dany kwiat. Ta dziecięca ciekawość jest we mnie i dzisiaj. Jak już wcześniej wspomniałam, jakiś czas temu wróciłam na wieś, do korzeni. Spacery po mieście zamieniłam na spacery po lesie i zaczęło się! Do ziół najbardziej jednak zbliżyłam się będąc w ciąży. Jak wiadomo, kobiety w tym stanie nie mogą przyjmować wielu leków. Podczas przeziębienia czy innych dolegliwości musiałam szukać rozwiązań w naturalnych środkach. Szybko zorientowałam się, że większość z nich mam na wyciągnięcie ręki i nie muszę po nie pędzić do apteki. Po jakimś czasie już wiedziałam, że zielarstwo to jest coś dla mnie i chciałam usystematyzować wiedzę. W Polsce jest kilka dróg pozwalających na uzyskanie dyplomu zielarza. Ja po wnikliwym badaniu rynku wybrałam Instytut Zielarstwa Polskiego. Półtora roku nauki zakończone zrobieniem profesjonalnego zielnika, napisaniem pracy dyplomowej i zaliczeniem kilku egzaminów zrobiło ze mnie zielarkę z dyplomem w ręku. Wiem, że to nie koniec edukacji. To był dopiero początek. W tym roku rozpoczynam kolejną szkołę i już wiem, że nigdy nie skończę się uczyć. Zioła są pełne tajemnic, które ja chcę odkrywać, aby potem dzielić się tą wiedzą z innymi.


– Przejdźmy zatem do ziółek. Mówi się, że to prawdziwa skarbnica zdrowia. O niektórych co nieco wiemy, ale wiele innych – obok których przechodzimy obojętnie, czy to na łące, czy w lasach – również zawiera w sobie wyjątkowe moce. Na przykład stokrotka. Dlaczego warto ją zbierać nie tylko do wianków. I jakie jeszcze inne „kwiatki” służą nie tylko do ozdoby?

– Paracelsus pięć wieków temu powiedział, że „wszystkie łąki i pastwiska, wszystkie góry i pagórki są aptekami”. Wiedzieli to nasi przodkowie, zapomnieliśmy o tym niestety my dzisiaj, tymczasem remedia na wiele naszych dolegliwości znajdują się w naturze. Dodatkowo są dostępne dla każdego i to całkowicie za darmo! Wspomniana stokrotka to pospolita polna roślina o wielkiej mocy. Napar, czyli inaczej mówiąc herbatka z jej kwiatów, działa wykrztuśnie i powinna być pita podczas nieżytu górnych dróg oddechowych. Spacerując po lesie lub przydrożach warto spoglądać pod nogi i szukać rośliny o lekko korzennym zapachu z drobnymi kwiatkami w odcieniach fioletu. To bluszczyk kurdybanek, który obecnie kwitnie. Roślina, która jeszcze sto lat temu była powszechna w apteczkach i kuchniach naszych prababek. Napar z ziela bluszczyku zwiększa wydzielanie soku żołądkowego oraz działa przeciwzapalnie i regenerująco na błonę śluzową przewodu pokarmowego. Świeżą roślinę można natomiast śmiało wrzucać do rosołu zamiast natki pietruszki. Kolejna roślina, która jest pospolita w naszym kraju, to czarny bez, który właśnie zaczyna kwitnąć. Jego aromatyczne kwiaty powinniśmy zbierać i suszyć, aby w sezonie przeziębieniowym wykorzystać jako środek napotny. Z owoców czarnego bzu natomiast jesienią można wykonać syropy, które podawane dzieciom w trakcie infekcji obniżają gorączkę, odtruwają organizm oraz podnoszą jego odporność. No i nie zapominajmy o królowej ziół, czyli o pokrzywie. To chyba najpopularniejsza roślina lecznicza w naszym kraju. Działa moczopędnie, rozkurczowo, przeciwzapalnie, przeciwanemicznie. I to tylko niektóre kierunki jej działania.

– Jeszcze trochę o bzie, który nadal kwitnie (rozszalał się już w kwietniu). Jak dokładnie można go wykorzystać?

– Bez to tak naprawdę lilak potocznie nazywany przez wielu bzem majowym. Z jego kwiatów można wykonać utleniane herbaty, których smak może zaskoczyć. Świeże kwiaty należy zrolować w dłoni, aby puściły sok, a następnie zamknąć na dwa dni w słoiku. Gdy zmienią kolor, będą wyraźnie wilgotne i zaczną wydzielać charakterystyczny zapach, to należy zacząć proces suszenia. Najlepiej wtedy rozłożyć nieprzypominające już pięknych kwiatów brązowe kulki na papierze w suchym i przewiewnym miejscu. Po całkowitym wysuszeniu będziemy mogli już poczuć zapach karmelu. Takie kwiatki zalane wrzątkiem w jesienny wieczór smakują rewelacyjnie. Ta sztuczka sprawdza się nie tylko w przypadku lilaka. To samo można zrobić z kwiatami forsycji lub liśćmi lipy. Zachęcam do eksperymentowania.

– Zioła wpływają na wszystkie zmysły. W każdym niemal sklepie ogrodniczym znajdziemy lawendę, która – jak wiadomo – niebiańsko pachnie. Czy jej zapach również może przysłużyć się naszemu zdrowiu? Jakimi jeszcze zapachami warto się delektować?

– Za zapach ziół odpowiedzialne są obecne w nich olejki eteryczne. Zapach oczywiście może przysłużyć się zdrowiu, ale to tylko część dobroci, jaką możemy z roślin pozyskać. Lawenda dla przykładu wpływa tonizująco na układ nerwowy i jest wykorzystywana jako środek nasenny. Stosowana wewnętrznie ma korzystny wpływ na układ trawienny, a jej działanie antyseptyczne znajduje zastosowanie w kosmetyce. Na świeżą lawendę wprost z naszych ogrodów przyjdzie nam chwilkę zaczekać, ale kwitnie obecnie zioło jeszcze bardziej aromatyczne, czyli robinia akacjowa, przez wielu potocznie nazywana akacją. Jej wprost perfumeryjny zapach zna chyba każdy. Warto poznać także jej działanie uspokajające. Wysuszone kwiaty akacji w połączeniu z zielem melisy i lawendą tworzą mieszankę idealną na sen.

– Na koniec trochę o urodzie. Musujące kule do kąpieli, pachnące sole czy ukwiecone mydełka… Czy i jak można wykonać je własnoręcznie? Jak działają?

– Warto wiedzieć, że zioła znajdują zastosowanie nie tylko w leczeniu. Duża część z nich, jak chociażby wspomniana wyżej lawenda, jest używana przy produkcji kosmetyków. Każdy z nas może w domu wykonać proste mydło, sól czy kulę do kąpieli. Do produkcji wystarczą rzeczy, które przeważnie mamy w kuchni, takie jak soda oczyszczona, kwasek cytrynowy, sól kuchenna i oczywiście zioła suszone lub świeże. Gruboziarnista sól kuchenna wymieszana z kwiatami nagietka i kilkoma kroplami ulubionego olejku eterycznego nie tylko nie będzie odbiegała jakością od soli do kąpieli kupionej w drogerii, ale może okazać się od niej lepsza. W prostocie tkwi siła. Bardzo często zioło zalane wrzątkiem, czyli napar, może być samo w sobie kosmetykiem idealnym. Moim faworytem od jakiegoś czasu jest tonik z krwawnika. Roślina ta przez wielu uznawana za pospolity chwast ma w sobie dużo garbników, które po kontakcie ze skórą powodują uczucie jej ściągania. Dodatkowo krwawnik ma działanie przeciwbakteryjne i sprawdza się idealnie jako środek do codziennego przemywania twarzy dla cery problematycznej. Z bylicy pospolitej natomiast można w prosty sposób wykonać płukankę do włosów, która wzmocni cebulki oraz będzie zapobiegała przetłuszczaniu.

– Dziękuję za rozmowę.


Śledź nas na