Wostatnim czasie w północnych gminach powiatu konińskiego – Wilczynie i Skulsku– do domów pukają osoby, które sprawdzają instalacje gazowe albo badająszczelność butli. Zawsze kontrola wypada pomyślnie dla mieszkańca, a powszystkim klient otrzymuje do podpisania dokument. Szybko okazuje się, że kupiłczujnik gazu, który kosztuje 249 złotych, a umowa – nawet gdyby chciał ją przeczytać– jest… słabo czytelna.
Mężczyzna (być może po wsi chodzi ich więcej) ubranyjest w firmową kurtkę z napisem informującym o gazowych usługach. – Mówi, że zostałoddelegowany, by zrobić przegląd szczelności instalacji gazowej w domu. A żeklienci z reguły mają butle, bo tam nie ma gazu ziemnego, to sprawdza butle. Niczegonieświadomi klienci wpuszczają tę osobę do domu. On coś przy butli majstruje, bada,twierdzi, że jest w porządku. I każe klientom podpisywać jakiś dokument,rzekomo z tego przeglądu. Większość klientów nawet tego nie czyta. Natomiast szybkookazuje się, że jest to deklaracja umowy usługi zakupu czujnika gazu. Tokosztuje 249 złotych. Klientka, która się zgłosiła, mówiła, że miał jej goprzywieźć po jakimś czasie – mówi Bernadeta Szmytka, Powiatowy RzecznikKonsumentów w Koninie.
Wspomniane umowy mają taką wadę, że nie można ich…przeczytać. – Są pisane takim byle jakim drukiem, chyba żeby się nie szłodoczytać. Jest częściowo w ogóle nieczytelna. Co prawda przy dobrym wytężeniuwzroku można zobaczyć, że jest pouczenie, iż klient może odstąpić od umowy i informacja,że dostał wzór oświadczenia. Oczywiście nikt nic takiego nie zostawia. Na dolejest jeszcze: Uwaga! Prosimy przeczytać umowę przed podpisaniem. Przy czym –jak tutaj patrzę – podstawą prawną jest ustawa z 2000 roku o ochronieniektórych praw konsumentów i druga z 2002 roku, które już dawno nieobowiązują. Pan sprawdzający butlę twierdzi, że klient musi mu ten dokumentpodpisać, skoro on zrobił taki przegląd. Później wciska klientowi ten czujnik,bo ten się przecież zgodził, że chce kupić. Klienci nie wiedzą, że mogą od tejumowy odstąpić, bo jest zawarta poza lokalem przedsiębiorstwa – mówi rzecznik. Idodaje, że jeśli ktoś przychodzi z taką ofertą to trzeba sprawdzić kto to jest,jaką firmę reprezentuje i przede wszystkim patrzeć na to, co się podpisuje. – Jamam tutaj deklarację umowy usługi zakupu. Jest tutaj numer 100/6, czyli jużpotencjalnie tyle osób to podpisało. W umowie jest zapis: po zapoznaniu się zofertą firmy indywidualnie zamawiam detektor. Napisane jest też ile kosztuje.Jest możliwość wpłacenia zadatku, na szczęście klientka nic nie zapłaciła, bo jeśliodstąpiłaby od umowy – zaliczka by przepadła – wyjaśnia Bernadeta Szmytka.
Okazuje się, że firma ma siedzibę poza Koninem, działaod 2018 roku i jest oficjalnie zarejestrowana. Z reguły przegląd instalacjiprzeprowadzany jest u osób starszych. – Młody człowiek, jak ktoś taki przyjdziedo domu to go zwyczajnie wyprosi. Jeśli trafia do starszej osoby, gdzie sporosię mówi o ulatniającym się gazie i czadzie, różnych takich sytuacjach, to jestona w stanie w to uwierzyć. Ten pan, który chodzi po domach mówi, że to takagminna inicjatywa. Klientka się zorientowała, że nic takiego nie ma, bozadzwoniła do sołtysa. On powiedział jej, że nic nie wie o takiej akcji. W jejmiejscowości było kilka osób, do których ten pan poszedł. Zanim zadzwoniła dosąsiada, żeby go uprzedzić, to już u niego byli – mówi.
Bernadeta Szmytka zachęca, by w razie wątpliwościkontaktować się z jej biurem w konińskim starostwie (Powiatowy RzecznikKonsumentów w Koninie). – Moje poważne zastrzeżenia budzi to, że ktoś posługujesię wzorem umowy i przepisami, które już dawno zostały wyłączone, one już nieobowiązują, są zupełnie nowe w tej materii. Pan się nie przedstawił, był w firmowejkurtce, wyglądał wiarygodnie, legitymacji nie pokazał, a ma taki obowiązek.Mówił, że bardziej reprezentuje taką inicjatywę odgórną, gminną, że to niby w dobrym interesie wszystkich klientów,a się okazuje, że działa w interesie głównie tego przedsiębiorcy, który próbujecoś sprzedać. To według mnie bardzo nieetyczne. Chodzi o to, żeby przestrzecklientów, żeby się na coś takiego nie nabierali. Jeśli klienci podpisali takidokument nie będąc świadomym, jak to rzeczywiściewygląda, to nie mają się czego bać. Jeśli przedsiębiorca twierdzi, że klientnie może zrezygnować z umowy, to nieprawda. Może zrobić to w ciągu 14 dni odmomentu, kiedy zawarł tę umowę. Jeśli natomiast ten towar nie został mu wydany,to się liczy ten termin od momentu kiedy go otrzyma – zapewnia rzecznik.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przegladkoninski.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz