Wczoraj informowaliśmy o dwóch kociakach podrzuconychpod bramę Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Koninie w plastikowej, oklejonejskrzynce. Nie minęło wiele czasu a odezwali się ludzie, którzy zwierzęta tamzawieźli. – Byliśmy już w schronisku icałą sytuację wyjaśniliśmy. Że znaleźliśmy te koty, przywieźliśmy je doschroniska, bo nie chcieliśmy zostawiać ich koło ruchliwej drogi. Tam spotkaliśmypracownika, z którym rozmawiałem ja, a pani, o której mowa w poprzednimartykule tylko stała obok. Pracownik schroniska odmówił przyjęcia kociąt, mimoże tłumaczyliśmy, że nie możemy ich niestety przyjąć. Dwa kociaki udało nam sięwydać, natomiast dwa kolejne pracownik schroniska kazał nam wypuścić na pastwęlosu i pożarcie przez lisy – wyjaśnia mężczyzna. Jak tłumaczy dalej, zostawilikociaki przed schroniskiem, bo wtedy pracownicy musieli się nimi zająć. – Koty były napojone i najedzone, były wplastikowej skrzynce z mnóstwem dziurek, które zapewniały im ciągły dopływtlenu i widoczność na świat. Kotki w owej skrzynce przed schroniskiem leżałymaksymalnie pół godziny – tłumaczy. Za zostawienie zwierzaków państwo, jakmówią, z pokorą przeprosili. – Ale chybalepiej, że podwieźliśmy je do schroniska niż mieliśmy zostawić przy drodze, czytak jak powiedział pracownik wypuścić. Kotom naprawdę nie działa się krzywda.
Dlaczego schronisko nie chciało kociąt? Jak wyjaśniał już wczoraj pracownik, mogąoni przyjmować tylko zwierzęta z terenu miasta Konina. Jeśli zwierzę zostanieznalezione w którejś z gmin powiatu, trzeba zwrócić się do miejscowego urzędu.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przegladkoninski.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz