W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Szczegółowe informacje znajdują się w POLITYCE PRYWATNOŚCI I WYKORZYSTYWANIA PLIKÓW COOKIES. X
book&coffee

Aktualności

Sprzedawcy namawiają, żeby ubezpieczać telefony i komputery. Kiedy płacą za naprawę?

2017-08-03 07:00:00
Sprzedawcy namawiają, żeby ubezpieczać telefony i komputery. Kiedy płacą za naprawę?

Kupując telefon, komputer, zmywarkę, lodówkę czy kuchenkę sprzedawcy oferują nam specjalne ubezpieczenie, które ma zwrócić koszty ewentualnej naprawy sprzętu, jeśli zostanie uszkodzony. Sprzedażą takiej usługi zajmują się najczęściej pracownicy sklepów. Okazuje się, że fantazji im nie brakuje. Jeden proponował kupującemu, by zjeżdżał z górki na… laptopie, a jak się zniszczy – ubezpieczyciel na pewno go naprawi.

Do Biura Powiatowego Rzecznika Konsumentów zgłasza się mnóstwo osób, które zawarły umowy na ubezpieczenie jakiegoś urządzenia, ono się zniszczyło, a firmy stosują różne uniki, żeby za szkodę nie płacić. – To prawdziwa plaga – mówi nam Bernadeta Szmytka, Powiatowy Rzecznik Konsumentów. – To taka usługa, którą oferują prawie wszystkie sklepy AGD, RTV, oraz handlujące sprzętem komputerowym. Z założenia ma ona chronić klienta w sytuacjach, które nie podlegają gwarancji bądź rękojmi. Na przykład klient kupuje sobie telefon i otrzymuje informację, że gdyby mu ten aparat upadł, zniszczył się mechanicznie, co oczywiście nie ulega reklamacji z tytułu gwarancji czy rękojmi, to wówczas warto byłoby wykupić ubezpieczenie. Klienci bardzo często się na to decydują. To są nierzadko kwoty powyżej kilkuset złotych. Przy czym nikt z tych osób, które oferują ubezpieczenia, faktycznie będący pracownikami sklepu, nie uprzedzają, że dotyczą one tylko określonych sytuacji – tłumaczy Bernadeta Szmytka.

Kupujemy kota w worku

Niestety, większość z nas wykupując ubezpieczenie nie rozumie, co w nim jest zawarte. – Bardzo często mam takie przypadki, że przychodzi osoba i ma sam dokument potwierdzający wykup tego ubezpieczenia, natomiast nie wydano jej w sklepie ogólnych warunków umowy. Faktycznie więc klient nie wie, co w tym ubezpieczeniu jest. Kiedy proszę, żeby je dostarczył, idzie do sklepu, otrzymuje te warunki, i ja mu wtedy tłumaczę, że niestety to co jest wykupione nie obejmuje sytuacji, która została zgłoszona – mówi Bernadeta Szmytka.

Duża składka za nic

Bardzo często takie ubezpieczenia chronią tylko i wyłącznie od skutków nieszczęśliwych wypadków. – To jakieś zdarzenie nagłe, nieprzewidziane, ale spowodowane przez czynnik zewnętrzny. Czyli jeśli klientowi się zdarzy, że się potknie czy zwyczajnie przez nieuwagę zahaczy i urządzenie się rozbije, to on takiej ochronie nie podlega. Wtedy jest konsternacja, bo właściwie płaci się ogromną składkę i nic się z tego nie ma – wyjaśnia rzecznik.

Pieniądze poszły w błoto

Jedna z klientek oddała do reklamacji laptopa. Miała kłopot z otwieraniem obudowy. Okazało się, że owszem ubezpieczenie ma, ale ubezpieczyciel podlega tej odpowiedzialności tylko wtedy, jeśli sprzęt nie jest objęty gwarancją. A był. Na taki sam czas jak ubezpieczenie. – Towar kupiono półtora roku temu, do przyszłego roku jest jeszcze dwuletnia gwarancja i dwuletnia rękojmia. A okres ubezpieczenia jest na dwa lata od momentu zakupu urządzenia. To jest kpina w biały dzień. Jeśli za laptopa płacimy dwa tysiące złotych, a dodatkowo 600 zł ubezpieczenia za nic, to jest to po prostu zwykłe draństwo. I wyrzucanie pieniędzy w błoto – mówi Bernadeta Szmytka.

Bardzo często w warunkach umowy jest zaznaczone, że ubezpieczyciel nie odpowiada za szkody wyrządzone przez dzieci i zwierzęta. A przecież to właśnie one najczęściej są „sprawcami” uszkodzenia sprzętu.

Co można zrobić z laptopem?

Przykładów osób, które przychodzą do rzecznika można by mnożyć. Niektóre uznać przynajmniej za dziwne. A sprzedającym ubezpieczenia nie można odmówić… fantazji. Jeden wręcz się chyba w swoich wizjach trochę zagalopował. – Klient nagrał sprzedawcę, który chciał mu sprzedać ubezpieczenie. Opowiadał mu, że jeśli na przykład kupi sobie laptopa, to nawet jakby na nim z górki zjeżdżał zamiast sanek i by go potrzaskał, to ubezpieczyciel za to poniesie odpowiedzialność. To oczywista bzdura, bo jego wypowiedzi przeczyły temu, co było w dokumentach. Ale to są właśnie takie nieuczciwe chwyty stosowane przez sprzedawców – dodaje rzecznik. I apeluje. – Oprócz dokumentu potwierdzającego samą zapłatę składki ubezpieczeniowej, należy żądać dokumentów faktycznie regulujących odpowiedzialność ubezpieczyciela. Jeżeli klient ma wątpliwość, to jeszcze przed zawarciem umowy powinien wziąć dokument ze sklepu, pójść z nim do osoby, która będzie w stanie mu powiedzieć co w niej jest.

Czasem dochodzenie roszczeń bywa bardzo trudne, bo niektóre firmy mają siedziby poza granicami Polski. Warto więc – nim się na ubezpieczenie zdecydujemy – dobrze sprawdzić od czego nas chroni i czy jest nam w ogóle potrzebne.

Milena Fabisiak

Podziel się

Komentarze

Autor:
Treść komentarza:

Wybierz obrazek na którym narysowany jest dom:




bbb
Jak najdalej od ubezpieczyciela PZU ci to dopiero potrafią
aaa
przekonałam się na własnej skórze, że tak właśnie jest- odzyskać coś z ubezpieczalni graniczy z cudem...bo oni nawet nagłe zdarzenie potrafią zinterpretować na swoją korzyść. kiedyś ubezpieczałam każdy sprzęt co kupiłam, teraz niestety nie jest mnie w stanie namówić na to sprzedawca. jak mi się coś popsuje to sobie kupię nowe, a z ubezpieczalni i tak nie dostanę wartości sprzętu- choćby nawet się przychylnie ustosunkowali do polisy. nie warto się na to nabierać


Jesteśmy na: