W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Szczegółowe informacje znajdują się w POLITYCE PRYWATNOŚCI I WYKORZYSTYWANIA PLIKÓW COOKIES. X
book&coffee

Aktualności


Chory chłopiec marzy, by polecieć samolotem na długie wakacje

2017-04-02 11:12:30
Chory chłopiec marzy, by polecieć samolotem na długie wakacje

Mówimy ciszej. Tylko dlatego, by nikt nie był świadkiem naszej rozmowy. By nikt nie słyszał drżącego głosu, diagnozy wypowiadanej przez ściśnięte gardło i nie widział łez płynących z oczu. I chociaż Ania zdaje sobie sprawę, że jej dziesięcioletni syn wie, z czym przyszło mu walczyć – robi wszystko, by go chronić.

Zaczęło się od wymiotów

Tego Dnia Matki Anna Ścibor nie zapomni do końca życia. Od kilku tygodni jej syn – Filip chorował. – Na początku maja, chyba 8, pojawiły się pierwsze symptomy choroby, wymioty. Pierwszy raz nawet nie byłam

u lekarza. Myślałam, że to od żołądka. Tym bardziej, że Filip lubił sobie zjeść – mówi kobieta, wskazując na zdjęcia. Z ramek wiszących na ścianie spogląda na mnie pucołowata twarz sympatycznego chłopca, z uśmiechniętą buźką i bujną, czarną czupryną. Jakże inna od tej, którą widziałam kilka minut wcześniej.

Wymioty ustąpiły, ale za pewien czas pojawiły się kolejne. Do tego doszły bóle głowy. – Byliśmy u pediatry. Wprowadziliśmy dietę i zaczęliśmy obserwować Filipka. Wymioty pojawiały się tak naprawdę bez przyczyny. Rozpoczęliśmy diagnozę w kierunku choroby przewodu pokarmowego – opowiada Ania.

26 maja 2016 roku, Dzień Matki i Boże Ciało. Od rana Filip wymiotował, do tego doszedł silny ból głowy. Ania nie czekała. Pojawiła się w szpitalu, a lekarz skierował chłopca na oddział. W piątek Filip miał robiony tomograf. Znaleziono przyczynę pogarszającego się stanu zdrowia – guz mózgu.
Duży – 4,5 na 4,5 centymetra. Diagnoza powaliła Anię z nóg. – Wiedziałam, że dzieje się coś złego. Zresztą już pani w ambulatorium powiedziała mi, że to są książkowe objawy guza móżdżku. Okazało się, że w 90 procentach chorują na to chłopcy w wieku 9 lat. A tyle miał wtedy mój Filip – mówi cicho Ania.

Miesiąc byli w szpitalu

27 maja Filip został karetką przewieziony do szpitala w Poznaniu.

– Okazało się, że guz jest operacyjny. Ulokował się w takim miejscu, gdzie była możliwość wycięcia – wyjaśnia mama. 9 czerwca Filip trafił na stół operacyjny. Chłopca operował neurochirurg dr Kopaczewski. – Otoczono nas wsparciem i troską. Cudowni lekarze i cały personel. Wspierali nas, wysłuchiwali, tłumaczyli – mówi Ania.

Po operacji Filip kilka dni był w śpiączce farmakologicznej. A potem zaczęła się walka z wymagającym przeciwnikiem – nowotwór złośliwy IV stopnia według WHO. – Po operacji okazało się, że utrzymywał się obrzęk mózgu. Było za dużo płynu, który nie chciał się wchłaniać. Filip najpierw miał założony dren, potem operacyjnie wszczepiony tzw. drenaż wewnętrzny. Był już nawet przygotowywany do kolejnej operacji, wszczepienia zastawki, ale na szczęście organizm sobie poradził. Płyn zaczął się wchłaniać – opowiada Ania.

25 czerwca Filip wrócił do domu, a 4 lipca rozpoczął chemioterapię. Za nim cztery cykle i 30 dni radioterapii. 15 grudnia chłopiec rozpoczął tzw. chemię podtrzymującą. Będzie ją przyjmował przez rok. – Filip dzielnie to wszystko znosi. Chociaż bywają kryzysy. Jedziemy na pobranie krwi i nigdy nie wiemy, czy wrócimy do domu, czy z ambulatorium skierują nas do Poznania, na oddział – mówi Ania. Bo chemia bardzo wyniszczyła organizm chłopca. Filip już wiele razy miał przetaczaną krew i płytki. Ma również problemy z apetytem.

Za Anią i Filipem prawie rok ciężkiej walki. I kilka trudnych rozmów. Co odpowiedzieć dziewięciolatkowi, który pyta się, czy po śmierci będzie miał drugie życie? Jak zareagować, gdy z ust ukochanego syna padają słowa: „Czy po śmierci będę za Tobą tęsknił mamusiu?”. Co zrobić, gdy wycieńczony wymiotami po kolejnym cyklu chemii chłopiec mówi, że jest już zmęczony? Na te pytania nikt nie zna odpowiedzi.

Ania wierzy w słowa lekarzy, którzy zapewniali ją, że Filip ma 70 procent szansy na wyleczenie. I choć nie raz serce pękało jej na kawałki, chociaż nie zliczy, ile razy z bezsilności dosłownie wyła w poduszkę – uśmiecha się. Bo wie, że Filip tego potrzebuje. – Wytrzymam wszystko. Dla niego. I wiem, że gdy Filip wyzdrowieje, polecimy w końcu samolotem na wymarzone wakacje – mówi pewnie kobieta.

Liczy się każdy gest

Leczenie Filipa pochłania spore sumy. Filip leczony jest w szpitalu w Poznaniu. Najwięcej kosztów generują wydatki na paliwo, związane z dojazdami na leczenie. Do tego dochodzą leki i odpowiednia dieta. – Mam wokół siebie cudownych ludzi. Mogę liczyć na wsparcie bliskich. Nie zapomina o nas również Szkoła Podstawowa nr 9 w Koninie. Filip jest uczniem trzeciej klasy. Ostatnio jego koledzy zrobili zbiórkę w jednym ze sklepów i pieniążki przekazali Filipowi – mówi Ania.

Każdy, kto chce pomóc Filipowi w walce z nowotworem, może przekazać pieniądze 54 1020 2746 0000 3802 0221 2769 lub przekazać 1 procent podatku KRS 0000023852 z dopiskiem Filip Ścibor, Fundacja Pomocy Dzieciom z Chorobami Nowotworowymi w Poznaniu.

Karolina Ławniczak


Podziel się


Jesteśmy na: