Ma tylko jednomarzenie. By chodzić bez kul. I dobrze wie, że teraz jest już bardzo blisko, byje zrealizować. Najbliżej, jak tylko można. O jeden krok. Nadzieję na życie bezbólu i bez ograniczeń dał jej amerykański lekarz. I choć suma za operację i pobyt za oceanemprzyprawia o zawrót głowy, ona wie, że się uda. Poznajcie Kasię, dziewczynę,która walczy o swoje marzenia.
Zawsze stała z boku
Jakto jest zawsze być inną? Stać z boku i patrzeć, jak bawią się rówieśnicy? Niemóc poskakać przez skakankę, czy zagrać z dziewczynami w gumę? Te uczuciadobrze zna Kasia Ziarniewicz. Od wielu lat dzielnie zmaga się z dziecięcymporażeniem mózgowym czterokończynowym. Chociaż nie jest jej łatwo.
– Moje wspomnienia zdzieciństwa? Ja... nie miałam dzieciństwa – przyznajedziewczyna po ciuchu. I zaczyna opowiadać o tym, jak jej domem stał sięwarszawski szpital. To tam lekarze próbowali zmniejszyć skutki porażeniamózgowego. Kilkanaście operacji, samotne pobyty w szpitalnej sali. – Rodzice starali się mnie odwiedzać, wmiarę możliwości finansowych, chociaż wyjazdy, to była kosztowna wyprawa, a wdomu poza mną był jeszcze starszy brat. Zresztą Konin od Warszawy dzieli sporaodległość – tłumaczy Kasia. Tak naprawdę dziewczyna dorastała sama. Do domuprzyjeżdżała tylko na krótkie przepustki między operacjami. A tych byłonaprawdę wiele. W tym ta, która jeszcze bardziej utrudniła życie dziewczyny.
– To było chyba wdrugiej klasie szkoły podstawowej. Operacja na biodro, która miała pomóc wwyrobieniu panewki. Rodzice nawet o niej nie wiedzieli. Gdy przyjechali wodwiedziny, ja znów leżałam w gipsie– opowiada Kasia. Po interwencji chirurgicznej okazało się, że dziewczyna majedną nogę krótszą. Do tego z czasem doszły bóle kręgosłupa. I problemy zchodzeniem. Bo do tej pory Kasia poruszała się bez kul. Na palcach i niecozgiętych kolanach. Po operacji już nie była w stanie.
Potemkolejne interwencje chirurgów. W sumie było ich szesnaście. –Miałam chyba robione wszystko. Przestawiane mięśnie w łydkach, łamanestopy, prostowane kolana – wylicza Kasia.
Nadzieja przyszła zza oceanu
W1996 roku dziewczyna wróciła ze szpitala. W Koninie skończyła liceum. Potemstudia w Poznaniu. Oswajała siebie i swoją niepełnosprawność. Każdy dzień był ijest dla niej walką. Od założenia buta, ubrania się, po dojście do pracy. – Był moment, gdzie już miałam dośćlekarzy, ale kolega z pracy pchnął mnie do tego, żebym szukała dalej.Powiedział mi, że skoro ktoś coś zepsuł, to nie rozumie, jak można tego nienaprawić. Pukałam więc do różnych specjalistów.Słyszałam tylko, że mogą mi skrócić drugą nogę iobie będą równe. Albo, że mam się cieszyć, że jeszcze nie jeżdżę na wózku –wspomina.
Kasiajednak nie poddawała się. Gdy wydawało się, że już nie ma dla niej ratunkuzobaczyła w telewizji program o dziewczynie, która była operowana za oceanem. – Doktor Paley postawił Martę na nogi.Wcześniej jeździła na wózku, a teraz może sama chodzić. Wtedy pomyślałam sobie,że może to jest moja szansa. Ostatnia szansa. Poprosiłam kolegę, który pracujew tej telewizji, by pomógł mi w skontaktowaniu się z Martą. I zaczęło sięwszystko kręcić – opowiada Kasia.
Jużw maju dziewczyna jedzie na spotkanie – konsultacjęprzed operacją. Do dr Dror Paleya z Paley Orthopedic&Spain Institute, któryprzyjedzie do Skierniewic. Kasia odlicza dni. Czeka i jednocześnie bardzo sięboi. Nie bólu związanego z operacjami. Nie rozłąki z bliskimi. Tylko tego, żenie zdąży. Że nie uda jej się uzbierać kwoty potrzebnej na leczenie i pobyt naFlorydzie.
Astronomicznakwota 800.000 zł spędza jej sen z powiek. –Dla mnie jest to nieosiągalna suma. Sama sobie nie poradzę, chociaż pokonałamjuż w życiu wiele przeszkód. Ta jest nie do przeskoczenia – mówi cichodziewczyna.
Naszczęście wokół niej pojawiła się silna grupa wsparcia. To przyjaciele zeszkoły, studiów i pracy. Rozpowszechniają filmik, którego pomysłodawcą byłkolega, który skontaktował Kasię z Martą, zachęcają do oddawania 1 procenta,wymyślają akcje.
Chce przejechać dookoła Malty
Kasiaprzyznaje, że będąc dzieckiem była obrażona na Pana Boga. I miała ogromny żaldo rodziców, że była tyle lat w szpitalu, aleoni robili wszystko, żeby było lepiej, oboje nie sądzili, że lekarze zamiastpomóc tak zaszkodzą. – Ciągle zadawałamsobie pytanie, dlaczego ja jestem inna? Czemu mnie to spotkało? Myślałam, że tobyła kara, tylko nie wiedziałam, za co. Teraz już wiem, że tak nie jest. Nieznalazłam odpowiedzi na pytanie: dlaczego, ale wiem jedno – niepełnosprawnośćnauczyła mnie siły i pokory – mówi.
Pomimowielu ograniczeń Kasia pozostała optymistką. I głęboko wierzy, że poleci doStanów. Że będzie chodzić bez kul. –Obiecałam sobie, że jak już będę zdrowa, to kupię rolki i przejadę Maltędookoła – kończy wzruszona swoją historię.
A każdy, kto chce pomóc Kasi może przekazaćpieniądze na konto: FundacjaPomocy Dzieciom i Osobom Chorym „Kawałek Nieba”, Bank BZ WBK 31 1090 2835 00000001 2173 1374 tytułem: „782 pomoc dla Katarzyny Ziarniewicz” lub przekazać 1procent podatku: KRS 0000382243, a w rubryce Informacje uzupełniające – celszczegółowy 1 procent, wpisać 782 pomoc dla Katarzyny Ziarniewicz.
Odmarzenia dzieli Kasię jeden krok. Pomóżmy dzielnej dziewczynie go zrobić.
Karolina Ławniczak
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przegladkoninski.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz