Nie jest łatwo nagle przestaćplanować i marzyć. Nie jest łatwo kłaść się spać i zastanawiać, jakieograniczenia przyniesie mi kolejny dzień. Nie jest łatwo czekać na... śmierć. Atakie życie wiedzie teraz Andrzej Dyka z Konina. Sportowiec, działacz społeczny.SLA – stwardnienie zanikowe boczne zaatakowało znienacka. I powoli odbieraDługiemu życie. Śmiertelną chorobę można jeszcze zatrzymać, powalczyć z nią. Ito właśnie robi Długi. Z pomocą przyjaciół walczy o każdy dzień. Ta walkajednak ma swoją cenę.
Andrzeja Dykę zna wiele osób. Długi –bo tak na niego mówią ze względu na wzrost – kiedyś grał w koszykówkę. Założyłteż w Koninie sekcję karate kyokushinkai. Teraz przyszło mu walczyć z o wieletrudniejszym przeciwnikiem. Wymagającym. Bezlitosnym. I o wiele wyższą stawkęniż na zawodach – o własne życie.
Kiedy zaatakowała choroba? Andrzejchwilę się zastanawia. – Wiesz, pierwszeobjawy to były nawet kilka lat temu. Słabłem. Myślałem, że to starość i że to sąjeszcze rzeczy, które da się odbudować. Dlatego wróciłem do sekcji karate i dotreningów. Chodziłem też na siłownię – mówi powoli. – Czułem jednak, że coś jest nie tak, ale jeszcze nie wiedziałem co idlaczego.
Potem, z dnia na dzień było już gorzej.Wszyscy byli szybsi, sprawniejsi. – Pewnesytuacje nawet mnie na początku śmieszyły. Nie mogłem wydostać się z samochodu.I taka senność. Teraz wiem, że w tej chorobie przepona też słabiej funkcjonujei jest człowiek lekko niedotleniony. Czasami zasypiałem w samochodzie, pracującprzy papierach oko się przymknęło – opowiada.
Andrzej trafił do lekarza. I rozpoczęłosię diagnozowanie. Dlaczego mięśnie słabną? Co się dzieje? Przyczyny mogły byćróżne. – Ja trafiłem na stwardnieniezanikowe boczne. SLA. Choroba nieuleczalna, śmiertelna – mówi Andrzej. Rzadkai bezlitosna choroba. Polega na tym, że chory traci władze w mięśniach. – Najpierw przedmioty wypadają z rąk.Potem dochodzą trudności z chodzeniem i człowiek staje się rośliną. Nie mówi,tylko mruga oczami. Koniec choroby zazwyczaj wygląda tak, że pracy odmawiająmięśnie klatki piersiowej i chory się dusi. Od początku choroby do jej końcajest się więźniem swojego ciała – opisuje spokojnie Długi.
Taknaprawdę Andrzej dowiedział się o SLA w sierpniu ubiegłego roku. – Jak przyjąłem diagnozę? Jako osobawierząca z pokorą. Wiesz, to głupie uczucie, gdy ktoś siada naprzeciwko Ciebiei mówi: stary już nie ma bata, z tegonie wyjdziesz. Później mówię sobie: no to trzeba walczyć. Tak naprawdę odzdiagnozowania choroby lekarze dają od 1,5 do 2,5 lat. Są jednak rekordziści,którzy żyją ponad 10 lat, ale i tak w końcu trzeba na to umrzeć – mówi.
SLA to choroba śmiertelna, ale całyczas trwają poszukiwania leku. Nowością jest terapia komórkami macierzystymi.Długi zakwalifikował się do terapii. Jest już po pierwszej dawce. Na pewnojednak będzie potrzebna kolejna.
Wkatedrze neurologii i neurochirurgii szpitalaklinicznego w Olsztynie, tego, który wybudził córkęEwy Błaszczyk, dają chorym nadzieję. To jednak sporo kosztuje. 50tysięcy złotych jedna dawka.
Dowalki o życie Andrzeja przyłączyli się jego znajomi. Zorganizowali akcję „Kup Długiemu życie”. Informacje pojawiły się na portaluspołecznościowym, są organizowane kwesty. Wszystko po to, by uzbierać pieniądzena terapię i na rehabilitację. Każdy, kto chce pomóc może przelaćpieniądze: Fundacja Daj MiSkrzydła 78 2130 0004 2001 0616 8835 0014 z dopiskiem„KupDługiemuŻycie”.
KarolinaŁawniczak
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przegladkoninski.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz