Pięć miesięcy po ujawnieniu toksycznych odpadówna jednej z posesji we wsi Szołajdy w gminie Chodów, zagrożenie wciąż niezostało zlikwidowane. Okoliczni mieszkańcy chorują i alarmują, że sytuacja siępogarsza. Wójt, w poczuciu bezradności służb i organów państwa, wystosował listotwarty, nie szczędząc gorzkich słów krytyki. Odczytał go na sesjinadzwyczajnej, w której uczestniczył m.in. wicewojewoda wielkopolski MaciejBieniek. Zagroził też rezygnacją z urzędu.
Wicewojewodawielkopolski Maciej Bieniek, który przybył na zwołaną w trybie nadzwyczajnymsesję w Chodowie, wysłuchał wielu gorzkich słów pod adresem służb i organówpaństwa. Wójt Marek Kowalewski zarzuca im bowiem, że nie potrafią pomócsamorządowi w zlikwidowaniu zagrożenia ze strony toksycznych odpadówskładowanych na jednej z posesji we wsi Szołajdy. – Problem trwa piąty miesiąci nie wydarzyło się nic, co mogłoby nas napawać optymizmem, że zagrożeniezniknie – mówił wójt.
MarekKowalewski zreferował swoje działania, jakie podjął, aby zapobiec ewentualnejkatastrofie ekologicznej w gminie. Poinformował, że o pomoc prosił władzepowiatowe, wojewodę, parlamentarzystów, a nawet wiceministra klimatu. A dotądgmina doczekała jedynie opinii wydanej przez biegłego z zakresu ochronyśrodowiska, z której wynika, że składowisko stanowi zagrożenie poprzez emisjętrujących substancji do powietrza, postępujące skażenie gruntu oraz pożarowe. –Moje działania były szeroko zakrojone, determinacja i zaangażowanie bardzoduże, ale nie otrzymałem pomocy znikąd. Co robi prokuratura? Zamierza zmienićkwalifikację czynu na bezpośrednie zagrożenie katastrofą ekologiczną, ale dotej pory właścicielowi posesji nie został postawiony żaden zarzut, a nawet niezostał przesłuchany – podkreślał wójt Kowalewski.
Przyznał,że wszędzie, gdzie się udał, odniósł wrażenie, że nie liczy się bezpieczeństwoludzi, tylko problem, kto zapłaci za wywóz i utylizację tych odpadów. – Wszyscymi mówili, że państwo nie będzie opłacać przestępczej działalności, a my, jakogmina mamy za to zapłacić? Brawo, panowie rządzący – grzmiał wójt, zdradzając,że radzono mu, aby wziął kredyt i sfinansował usunięcie odpadów. Podkreśliłstanowczo, że na 2020 rok w budżecie gminy nie zaplanowano środków na żadnąinwestycje, więc nie ma skąd wziąć tak dużych pieniędzy na rozwiązanie tegotoksycznego kłopotu. Problem w tym, że dzisiaj nikt nie wie, ile na to będzie potrzebnychpieniędzy.
Obecny nasesji wicewojewoda Maciej Bieniek odpierał zarzuty wójta, twierdząc, że możesięgnąć on po dotację w wysokości 90 procent kosztów przedsięwzięcia, a wkwestii pozostałych 10 procent może pomóc powiat. Jednak Marek Kowalewskizauważył, że najpierw musiałby wyłożyć własne środki, których nie ma, a dopieropotem zostałyby mu oddane na zasadzie refundacji. – Rząd ma pieniądze naprogramy społeczne, a gdy wójt małej wiejskiej gminy błaga o pomoc w usunięciubezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia swoich mieszkańców, apeluje idziaduje u premiera, ministra i wojewody, to się go lekceważy. Tak to mawyglądać? – żalił się wójt. – Jeżeli nikt nic nie zrobi, w trosce o wasze życiei zdrowie rozważam, w ostateczności, podkreślam, bo nie chcę tego robić, żezłożę rezygnację z urzędu wójta w akcie protestu przeciwko rządowi. Wówczaspremier będzie musiał wyznaczyć komisarza, więc kto wtedy weźmie za toodpowiedzialność? Ale czy potrzebne są takie działania? –zapowiedział Kowalewski.
Podyskusji Marek Kowalewski odczytał list otwarty, w którym zwraca się doprezydenta, premiera, marszałków sejmu i senatu oraz wojewody, informując, jakwidzi rolę służb i organów państwa, wymiaru sprawiedliwości oraz rządu zperspektywy wójta małej gminy, gdy trzeba wykazać troskę o zdrowie i życie jejobywateli. Zarzuca w nim bezradność w kwestii wypełniania obowiązków związanychz ochroną środowiska oraz życia i zdrowia obywateli. – Jedyne, co im najlepiej wychodzi,to przerzucanie całej odpowiedzialności i ciężar finansowy na barki samorządów –czytał wójt, pytając, czym premier i rząd chcą jeszcze dobić samorządy. Wyraziłteż swoje niezadowolenie, frustrację i rozczarowanie z pracy służb, które pojawiłysię w Szołajdach i do tej pory nic nie zrobiły, aby zagrożenie zniknęło.
Wielezarzutów skierował wójt Kowalewski w stronę obecnego rządu. – Kiedy wystąpiłorealne zagrożenie, władze naszego kraju poniosły wielką i sromotną porażkę,zawiodły na całej linii. Panie premierze, wielki wstyd. (…) Rząd przerzucił nasamorządy tyle obciążeń i obowiązków, że gminy przeżywają paraliż finansowy. (…)Wszyscy wiemy, że niebezpieczne odpady chemiczne zgromadzone są na terenieprywatnym nielegalnie, że jest to przestępstwo, a do tej pory nic nie zostałozrobione – czytał dalej włodarz. – Partia rządząca ma piękne dwa zwroty iwyrażenia w nazwie: prawo i sprawiedliwość, a to zobowiązuje was do troski o obywatelii państwo. Jak się okazuje, nazwa partii jest fikcją, ponieważ w chwilizagrożenia dla mieszkańców małej gminy nie zdaliście egzaminu, okazaliście siębezradni i udowodniliście, że prawo i sprawiedliwość nic dla was nie znaczą, sątylko pustym sloganem i frazesem – podsumował.
Czyskierowanie listu otwartego i głośne wołanie o pomoc przez wójta, spowoduje, żemieszkańcy doczekają usunięcia zagrożenia z ich otoczenia, a samorząd wsparciaw działaniach? Czas pokaże.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przegladkoninski.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz