Dawid Dębowski, bramkarz „Avansu Górnika” Konin, postanowił zakończyć czynną przygodę z piłką nożną. – Zadecydowały o tym względy osobiste. Nosiłem się z tym już prawie rok. Teraz przyszedł właściwy moment – mówi.
Dawid Dębowski wyrósł w piłkarskiej rodzinie. Tata trener zabierał Dawida i młodszego Kubę na mecze. – Nie pamiętam, kiedy w moim życiu nie było futbolu – przyznaje. Grę w konińskim klubie zaczął w trzeciej klasie szkoły podstawowej. – Potem, jak skończyłem wiek trampkarza starszego, nie było szans grać w juniorach. Miałem 143 cm w kapeluszu – wspomina. Trafił do „Zjednoczonych” Rychwał, gdzie bardzo szybko zadebiutował w seniorach. Potem znów konińskie „Aluminium”, awans z drużyną do III ligi, pół roku w SKP Słupca, przygoda w „Zrywie” Dąbie i „Sokole” Kleczew i powrót do Konina. – Trochę tych klubów się przewinęło – przyznaje. – Najmilej wspominam okres IV ligi konińskiej za trenera Mariusza Niewiadomskiego. Wtedy zadebiutowałem w nieszczęsnym meczu z „Zagłębiem” Sosnowiec, wysoko przegranym. Atmosfera w drużynie była bardzo fajna. Połączenie młodej drużyny z doświadczeniem: Artur Gajewski, Tomasz Wojciechowski. Druga miła rzecz to epizod w „Sokole” Kleczew. Pamiętam, że na treningi jeździliśmy dwoma samochodami. Taka konińska ekipa w Kleczewie.