W sobotę we Wrocławiu konińskie piłkarski przegrały aż 0:5 z AZS Wrocław. Po dobrej pierwszej połowie nic nie zapowiadało takiego pogromu. W drugiej jednak podopieczne Romana Jaszczaka wyszły na murawę i straciły pięć bramek.
Do przerwy „Medyk” zagrał bardzo dobrze. – Byliśmy świetni taktycznie. Dobre tempo meczu, akcja za akcją. To było spotkanie walki – przyznaje trener Roman Jaszczak. W 17. minucie przed doskonałą sytuacją stanęła Anna Gawrońska. Niestety nie wykorzystała sytuacji sam na sam. – W szatni powiedziałem dziewczynom, że jest dobrze. Jeśli wytrzymamy to tempo jeszcze dziesięć minut, wrocławianki odpuszczą. Nie udało się – mówi szkoleniowiec.
O drugiej połowie koninianki chcą szybko zapomnieć. W 52. minucie Anna Żelazko pokonała Aleksandrę Komosa. Potem już worek z bramkami dla Wrocławia się rozwiązał. Gospodynie strzelały w 54, 69 i 84. minucie. Samobójczego gola, po pechowej interwencji, zdobyła też Karolina Wiśniewska.