Rozmowa z Piotrem Małachowskim, wicemistrzem olimpijskim z Pekinu, wicemistrzem świata z Berlina i mistrzem Europy z Barcelony, jednym z najbardziej utalentowanych miotaczy młodego pokolenia. Opowiada nam o planach na przyszłość i rodzinnych świętach Bożego Narodzenia.
– Jak zaczęła się Pana kariera?
– To był po prostu przypadek. Wiem, że rzut dyskiem nie jest popularną dyscypliną. Zaczęło się w szkole podstawowej. Nauczyciel wychowania fizycznego Bernard Jabłoński zaproponował mi, bym pojechał na zawody. Próbowałem rzucać oszczepem, ale to wyglądało bardzo śmiesznie. Z kulą szło mi jeszcze gorzej. Został więc rzut dyskiem. Z nim wyglądałem najlepiej. Potrenowaliśmy trochę. I pojechaliśmy na zawody do Ciechanowa. Ku zaskoczeniu wielu, wygrałem je. Tam zobaczył mnie trener kadry i później wszystko potoczyło się szybko.