Niewykorzystany rzut karny, przestrzelonych kilka stuprocentowych sytuacji, czerwona karta dla Mateusza Majewskiego i dwie bramki gości. To bilans sobotniego spotkania z „Notecianką” Pakość. Trener Jerzy Banaszak miał uzasadnione pretensje do swoich zawodników. Czy można się jednak dziwić piłkarzom, którzy od dawna biegają po murawie za darmo?
W sobotnie przedpołudnie „Avans Górnik” Konin podejmował na własnym boisku „Noteciankę” Pakość. Po ostatniej porażce w Swarzędzu kibice liczyli na lepszą grę piłkarzy. Zaczęło się dość optymistycznie. W 3. minucie w sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się Paweł Błaszczak. Na szczęście dla „Notecianki” lepszy w tym pojedynku był Marcin Ciesielski. Kilka minut później rzut wolny z około 22 metrów wykonywał Mateusz Witkowski. Piłka powędrowała jednak ponad poprzeczką. W 18. minucie ten sam zawodnik miał ogromną szansę na zdobycie pierwszej bramki. W polu karnym był faulowany Błaszczak. Futbolówkę na 11. metrze ustawił Witkowski. Niestety uderzył w sam środek bramki. Piłka odbiła się od poprzeczki i wyleciała poza boisko.