Rozmowa z Grzegorzem Zielińskim, prezesem MKS MOS Konin, drugim trenerem reprezentacji Polski do lat 17, srebrnym medalistą mistrzostw świata
Z jakim nastawieniem jechaliście na Mistrzostwa Świata do lat 17 w Hamburgu?
Jechaliśmy po medal. W tamtym roku wywalczyliśmy czwarte miejsce w mistrzostwach Europy. Przegraliśmy półfinał, który był do wygrania, z Litwą. I mecz o brązowy medal z Serbią, z którego także powinniśmy wyjść zwycięsko. Podczas dekoracji, gdy inni stawali na podium, widziałem po minach naszych chłopców, że będą bardzo zmobilizowani na kolejną imprezę. Była w nich wściekłość sportowa, że ktoś ma ich medale na szyi. To było widać przez cały rok, na wszystkich zgrupowaniach, szkoleniach i imprezach. Do mistrzostw świata przygotowywaliśmy się przez dwanaście miesięcy. Mieliśmy kilkudniowe comiesięczne konsultacje, zimą obóz w Szczyrku, a w kwietniu wzięliśmy udział w międzynarodowym turnieju w Holandii, gdzie graliśmy ze starszymi od siebie zespołami i zajęliśmy drugie miejsce. Widać było, że forma rośnie. Chłopcy bardzo dobrze pracowali w klubach, w I i II lidze. Przygotowania bezpośrednie do mistrzostw świata zaczęliśmy w Szczecinku. W sparingach pokonaliśmy trzy razy reprezentację Litwy, wicemistrza Europy. Potem był mistrz Azji – Chiny w Krośnie, dwa zwycięstwa i jedna porażka. Większość fachowców, którzy nas oglądali, mówiła, że będziemy „czarnym koniem” tego turnieju. FIBA (Międzynarodowa Federacja Koszykówki) też podawała, że Polska może zadziwić świat.
W rozgrywkach grupowych nasza reprezentacja zagrała fenomenalnie. Czy trafiliście na silnych przeciwników?
Z naszej grupy wyszło dwóch medalistów: Polska i Kanada. W pierwszym meczu zagraliśmy z Australią, mistrzem Australii i Oceanii. Ten zespół od wielu lat jest w światowej czołówce, to stały uczestnik mistrzostw olimpijskich. To było bardzo trudne spotkanie, nigdy wcześniej z nimi nie walczyliśmy. Skończyło się naszym zwycięstwem, ku zdziwieniu Australijczyków. Wszyscy myśleli, że skoro awansowaliśmy z czwartego miejsca, nie będziemy tak mocni. Nic bardziej mylnego. Z każdym meczem rywale nabierali do nas szacunku. W drugim spotkaliśmy się z Koreą Południową, wicemistrzem Azji. Mogliśmy z nimi wygrać zdecydowanie więcej, ale przy ponad 30-punktowej przewadze, pozwoliliśmy wejść na parkiet wszystkim graczom. I potem hit rozgrywek grupowych – spotkanie z gospodarzami, Niemcami. Zarówno oni, jak i my byliśmy niepokonani po pierwszych dwóch kolejkach. I demolka, rywale zdobyli tylko 33 punkty. A byli w życiowej formie. Po tym meczu dostaliśmy owacje na stojąco. Obnażyliśmy słabe strony Niemców.