Państwo Gęsikiewiczowie od 30 lat mieszkają w małym domku w Rzgowie, który uważają za swoją własność. Kilka dni temu otrzymali eksmisyjny nakaz dobrowolnego opuszczenie gospodarstwa, które stanowi ich źródło utrzymania. W ciągu 14 dni w środku zimy mają wyprowadzić się do... stodoły. – Ludzie są bez serca. W połowie stycznia każą nam się wynosić na bruk – mówi Henryk Gęsikiewicz, mąż pani Krystyny. – Dobrze, że nie ma mrozu, bo byśmy zamarzli.
Zorientowanie się w sytuacji państwa Gęsikiewiczów nie jest łatwe. Setki pism, listów i teczek z dokumentami nie ułatwiają zadania. Rodzina przez wiele lat wiodła spokojne życie w małym domku w Rzgowie. Wszystko zaczęło się komplikować w 2006 roku, kiedy lokatorzy otrzymali pismo z sądu. Od tego czasu schorowani ludzie ciągle uczestniczą w procesach i walczą o swoją własność.
Krystyna Gęsikiewicz w 1976 roku zamieszkała w domku w Rzgowie ze swoimi dziadkami. W zamian za opiekę starsi ludzie obiecali, że przekażą jej gospodarstwo. – Z właścicielką domu Władysławą, ożenił się mój dziadek Stefan. Ta kobieta była wdową i miała dzieci z poprzedniego małżeństwa. Podobną sytuację miał dziadek. Wspólnego potomstwa nie posiadali. Razem zarządzali gospodarstwem i poprosili mnie o pomoc – wyjaśnia Krystyna Gęsikiewicz.