Od stuleci w Kramsku kultywowany jest wielkanocny zwyczaj „wybijania żuru”, czyli oblewania (w nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek) okien domów panien na wydaniu. Do dziś chłopcy i młodzi mężczyźni czekają aż ich wybranki zasną i… smarują im szyby. Pół biedy jeśli jest to tylko woda wymieszaną z mąką. Gorzej gdy wapno (trudno zmywalne), farba, jajka lub… zbuki. Zdarza się, że tradycja wykorzystywana jest przez wandali, dla których każdy budynek… jest dobry. Do dziś mieszkańcy gminy wspominają ubrudzony urząd gminy czy szkołę. – To piękna tradycja, ale niestety, nie da się uniknąć wybryków chuligańskich – potwierdza Anna Mizerna, zastępca dyrektora Gminnego Ośrodka Kultury w Kramsku.
Dawno, dawno temu, o czym pamiętają już tylko najstarsi mieszkańcy Kramska, chłopcy przygotowywali żur w glinianym żurowniku. W Wielki Czwartek chodzili od domu do domu i oblewali nim świeżo umyte okna oraz drzwi, w których mieszkały młode panny, czekające na zamążpójście. Wybierali zwykle posesje ukrytych sympatii. Choć szmata musiała ponownie pójść w ruch, żadna się nie obrażała. Dla każdej panny okno zalane żurem oznaczało… powodzenie.
Prawdziwy wstyd musiała przełknąć dziewczyna, której okna w Wielki Piątek pozostały lśniące, nietknięte przez adoratorów. Szczególnie nielubiana we wsi musiała zeskrobywać z szyb jajka lub zbuki.
Zwyczaj „wybijania żuru”, oprócz dowodu sympatii, był także symbolicznym rozstaniem się ze znienawidzonym żurem – podstawowym daniem, spożywanym w okresie wielkiego postu. – Starsi ludzie najpierw wyparzali żurowniki, żeby nie było w nich odrobiny tłuszczu – mówi Anna Mizerna.