Smród, szczury, muchy i mało atrakcyjny widok... Ogromne góry śmieci, rzucone niedbale worki, szkło, żarówki, plastik. Mieszkańcy ulicy Kościelnej w Kramsku od co najmniej kilku lat skazani są na sąsiedztwo wysypiska, które miało być jedynie sortownią odpadów. – A one leżą tu całymi miesiącami. Tylko wiatr roznosi je po naszych podwórkach i polach – mówi pan Sławomir.
Plac, który mieszkańcy Kościelnej nazywają wysypiskiem, należy do Gminnego Przedsiębiorstwa Komunalnego. Panujący na nim bałagan widać już z ulicy. W najgorszej jednak sytuacji są najbliżsi sąsiedzi, którzy ze swych posesji wychodzą wprost na ogromne śmietnisko. Można tam znaleźć gruz, wszelkiego rodzaju odpady rozsypane luzem i w workach. Puszki, butelki, żarówki, szmaty... Tajemniczo wygląda przyczepa wypełniona nie wiadomo czym i szczelnie przykryta grubym kocem...
Nie tylko bałagan drażni mieszkańców pobliskich posesji. – Zimą nie czuć, ale jak tylko przyjdą cieplejsze dni, to smród jest niesamowity – mówią. – Szczury biegają, much chmara lata nad głowami. Nie da się wyjść na podwórko, a nawet okna otworzyć. Znajomi niechętnie nas odwiedzają. A przecież nie po to się tu budowaliśmy, żeby się tak męczyć. My chcieliśmy być bliżej natury, a nie... śmieci!
Problem poruszano już wielokrotnie, a dotychczasowy wójt podejmował próby rozmowy z szefami przedsiębiorstwa. – Trochę posprzątali, a za kilka dni było tak samo – mówi pan Sławek. – My nie chcemy tymczasowych rozwiązań, ale konkretnych działań. To wysypisko ma stąd po prostu zniknąć!