–
Mamy dość życia w takich warunkach – mówią mieszkańcy Bystrzycy i Czarnegobrodu, którzy od wielu lat skazani są na nieprzejezdne drogi prowadzące przez ich miejscowości. – Urywamy zawieszenia w samochodach, lgniemy w błocie i walczymy o choćby centymetr drogi, której budowa została wiele lat temu rozpoczęta – tłumaczy Mirosława Gęsikiewicz, mieszkanka Bystrzycy. Warto dodać, że spora grupa zdeterminowanych ludzi postanowiła szukać pomocy podczas dziennikarskiego dyżuru „PK” w Urzędzie Gminy.
Miejscowości wreszcie oznakowane
Bystrzyca i Czarnybród jeszcze do niedawna nie były oznakowane. Tak naprawdę tylko tubylcy potrafili określić ich granice i położenie. Przedstawiciele firm kurierskich czy ratownicy medyczni nie mieli najmniejszych szans, żeby trafić pod wyznaczony adres.
Pełnienie funkcji „informacji turystycznej” znudziło się mieszkańcom i postanowili zawalczyć o upragnione znaki drogowe. – W zeszłym roku byłam u wójta cztery razy. Jeździłam codziennie do Urzędu Gminy i starałam się o oznakowanie naszej miejscowości – tłumaczy Agnieszka Piaskowska z Bystrzycy. – Przedtem nikt nawet nie wiedział, że nasza wieś istnieje.
Lgną w błocie i urywają zawieszenia
Droga powiatowa daje się we znaki nie tylko mieszkańcom Bystrzycy i Czarnegobrodu. – Przejeżdżają tędy samochody z sąsiednich gmin z powiatu kaliskiego. Kierowcy wybierają skrót do Konina przez nasze miejscowości – wyjaśnia Mirosława Gęsikiewicz.
Ludzie mają pretensje do wójta o brak zainteresowania ich problemem. – Gmina nic w naszej sprawie nie robi. Słyszymy ciągle to samo tłumaczenie, że to starostwo powiatowe powinno znaleźć środki na budowę drogi – mówi Agnieszka Piaskowska. – Wiadomo, że starosta sam nam asfaltu nie wyleje – dodaje Andrzej Wolniewicz z Czarnegobrodu. – Sładaliśmy petycje do wójta, ponieważ to on powinien zadbać o budowę nawierzchni. Przez 8 lat urzędowania nie zainteresował się naszą drogą.