–
Boimy się o życie i zdrowie nasze, własnych dzieci, pielgrzymów oraz wszystkich tych, którzy korzystają z ulicy Klasztornej – mówi pani Beata, mieszkanka Lichenia. Powodem niepokoju jest rząd akacji rosnących wzdłuż jezdni, które, zdaniem naszej czytelniczki, stanowią ogromne zagrożenie. W minionym tygodniu jedno z drzew runęło na drogę. Na szczęście, tego dnia deszczowa pogoda nie zachęcała do spacerów i cudem uniknięto tragedii.
Zapomniana ulica?
Ulica Klasztorna w Licheniu prowadzi do Domu Pielgrzyma Arka i bazyliki. Z jednej strony jezdni stoi domów, z drugiej – rząd niebezpiecznie pochylonych akacji. Jak mówią mieszkańcy tej części miejscowości, od paru lat zwracają się do księży marianów z prośbą o usunięcie drzew. Bezskutecznie. – Te akacje są naprawdę niebezpieczne, stare i spróchniałe. Co roku obserwujemy powalone konary, które wiatr, deszcz i śnieg strącił na drogę. Zupełnie nie rozumiemy opieszałości duchownych w tej sprawie. Czy nasze bezpieczeństwo w ogóle się nie liczy? Przecież przechodzimy z dziećmi po tej zapomnianej przez księży ulicy – opowiada pani Beata, mieszkanka Klasztornej. – Drzewa przechylają się w stronę jezdni, skrzypią przy byle podmuchu wiatru. Przecież tylu pielgrzymów tędy przechodzi. W ich cieniu całe grupy robią sobie zdjęcia z bazyliką w tle. Gdyby taka akacja się na nich zwaliła, to kto wtedy będzie za to odpowiedzialny – pyta druga kobieta. Wcześniej drzewa podpierały ogromne głazy, jednak w ubiegłym roku zostały przesunięte dalej, by przejazd ulicą był szerszy.