Ciasna komórka bez wody i ogrzewania. W takich warunkach od prawie 30 lat mieszka pani Stefania z gminy Golina. A kilka metrów dalej, na tym samym podwórku, stoi wybudowany przez nią jednorodzinny dom. – Wnuk mnie wygonił, nie mam gdzie się podziać – mówi starsza kobieta. Od wielu lat sprawa rodzinnego konfliktu toczy się w sądzie. I tak naprawdę nie wiadomo, po czyjej stronie stoi prawo.
Na starość nie mam gdzie się podziać
Mała miejscowość za Goliną. Tu wszyscy się znają. O konflikcie rodzinnym wiedzą wiele. Nie chcą jednak o tym mówić. – To nie nasza sprawa, co tam się dzieje. Każdy ma swoje problemy – komentują. Przyznają jednak po cichu, że w tej sprawie nie ma osób bez winy. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się oczywiste. Staruszka mieszka w ciasnej komórce, w której ledwo mieści się łóżko, stolik i kuchenka. Za szafę służy kobiecie pomieszczenie gospodarcze, które kiedyś zajmowały zwierzęta. Potrzeby fizjologiczne załatwia w wychodu, kilka metrów od komórki.