Warunki, w jakich żyje jedna z rodzin w Golinie, można skomentować krótko – koszmar. Dziewięć osób stłoczonych na niecałych 30 metrach kwadratowych. Maleńki pokój z kuchnią – ciasnota trudna do zniesienia. – To chyba więźniowie w celach mają większy metraż niż my tutaj – żali się pani Edyta, matka siedmiorga dzieci. Dwoje z nich jest niepełnosprawnych.
Ciemna, w ogóle nieoświetlona sień. Okna mieszkania z widokiem na oddalone zaledwie o kilka metrów wychodki, z których korzystają mieszkańcy budynku socjalnego. – Nikt nieczystości stamtąd nie wybiera. Latem fetor jest okropny – opowiada pani Edyta. Razem z mężem i siedmiorgiem dzieci gnieździ się na 29 metrach. To maleńki pokój z jeszcze mniejszą kuchnią, która siłą rzeczy również została przerobiona na sypialnię. Gdy rozłoży się łóżka zajmują całą powierzchnię pomieszczenia. Stół, przy którym jedzą posiłki i odrabiają lekcje, musi być codziennie rozkręcany i chowany.
Mieszkanie socjalne rodzina otrzymała w 2005 roku po interwencji naszej redakcji. – To miało być tylko chwilowo. Miało się zwolnić mieszkanie większe i mieliśmy je dostać. Ta sytuacja trwa jednak już ponad cztery lata. Zwodzą mnie z miesiąca na miesiąc – informuje pani Edyta. Przez ten czas na świecie pojawiło się jeszcze dwoje dzieci.