Choć od pogrzebu minęło już kilka tygodni, nadal głośno mówią o nim mieszkańcy Krzymowa. Podczas ceremonii pożegnalnej znanego w środowisku lokalnego działacza, przytomność stracił jeden z muzyków grających w orkiestrze. Trębacz nie wykazywał żadnych oznak życia. Nie oddychał, serce przestało mu bić. Tylko dzięki wytrwałości kilku uczestników pogrzebu, którzy podjęli reanimację, chory „powrócił do żywych”. Niestety, jako pierwszy zwątpił... lekarz. Publicznie stwierdził: „Tego człowieka nie da się uratować”. – Nie wypieram się tego zdania. Taka była moja ocena, mimo to przez cały czas kontynuowałem sztuczne oddychanie – wyjaśnia.
Na pogrzeb radnego, byłego sołtysa i poprzedniego prezesa OSP w Krzymowie, przyszło wielu mieszkańców gminy. Ceremonia miała szczególnie uroczysty charakter, bo zmarły cieszył się szacunkiem w środowisku. W ostatniej drodze towarzyszyli mu najbliżsi, przyjaciele i znajomi. Żałobne marsze grała miejscowa orkiestra. W pewnym momencie jeden z trębaczy upadł. – Wyglądał, jakby nie żył – mówią świadkowie. – Był siny, usta miał wykrzywione, nie oddychał.
Na pomoc pospieszyli obecni na pogrzebie lekarze i druhowie z OSP. Dołączył do nich pracujący w pogotowiu ratownik medyczny, który również brał udział w ceremonii pożegnalnej. – Jeden z doktorów prowadził sztuczne oddychanie, a drugi masaż serca. Pomagali im strażacy i ratownik – opowiadają uczestnicy. – W tym czasie ktoś wezwał karetkę.