– Jeszcze w grudniu nie byłam tak przerażona, jak teraz. Później zaczęło się naprawdę już źle dziać – to słowa właścicielki „Restauracji Staromiejskiej”. Co ją pogrążyło? Wszystkiemu winny remont krajowej „dwudziestki piątki” w okolicach Centrum Handlowego „Ferio”. Nowa organizacja ruchu, mnóstwo rond, zawijasów i przede wszystkim brak bezpośredniego dojazdu z trasy do restauracji sprawił, że każdego dnia pojawia się tutaj prawie... dziewięćdziesiąt procent mniej klientów. – Wcześniej żyłam z tego wjazdu, a teraz ta droga mnie zabija – dodaje Aneta Warzych-Dzierzgowska.
„Restauracja Staromiejska” działa tutaj od 25 lat. Jeszcze do niedawna dojazd do posesji był wręcz wymarzony. Podróżujący tamtędy klienci (z różnych stron Polski) bez problemów mogli wstąpić na kawę, herbatę, śniadanie czy obiad. Dziennie odwiedzało to miejsce ponad 200 osób, dziś… 30. Różnica jest więc kolosalna. – Wcześniej nie wyrabiało się trzech kelnerów, obecnie jest tylko jeden. Część pracowników musiałam zwolnić, bo nie byłam w stanie ich utrzymać! – wyjaśnia właścicielka. Walkę o ratowanie dojazdu do swojej własności rozpoczęła już cztery lata temu, kiedy zobaczyła projekt przebudowy trasy. Musiała oddać też część swojej działki. – Obowiązuje specustawa dotycząca dróg krajowych. Zostaliśmy przymusowo wywłaszczeni. Nie dostałam z tego tytułu ani grosza. Do dziś nie zakończyła się w sądzie moja sprawa z Generalną Dyrekcją – dodaje Aneta Warzych-Dzierzgowska. Obecnie – jak nam mówi właścicielka – na posiłki do „Staromiejskiej” w ciągu tygodnia przychodzą właściwie tylko pracownicy sąsiednich firm. Przyjezdnych nie ma, bo nie umieją tutaj trafić. Jeśli ktoś jedzie od strony Kalisza, a nie zna układu dróg, musiałby się naprawdę nieźle nagłowić. Ale łatwo nie mają też podążający z przeciwnego kierunku. Choć właściwie restaurację mają na wyciągnięcie ręki, nie odwiedzą jej tak bez problemu. Po modernizacji nie ma już bezpośredniego zjazdu na posesję. Pojawiła się barierka. Głodny lub zmęczony kierowca musi więc najpierw udać się w kierunku centrum Starego Miasta, potem na rondzie skręcić w prawo i wjechać na kolejną drogę, równoległą do tej głównej (żeby było jeszcze trudniej – obie noszą nazwę "Ogrodowa" ). Dopiero nią może dotrzeć do celu. – To oczywiście teoria, bo wiadomo, że ktoś, kto jest w trasie, nie będzie sobie tak komplikował życia i po prostu pojedzie dalej. Sama bym tak zrobiła. Tutaj działa jedna prosta zasada: „Nie ma łatwego dojazdu, nie ma klienta” – mówi właścicielka.