Mieszkańcy ulicy Krzymowskiej w Brzeźnie i Brzezińskich Holendrów uważają, że znajdująca się nieopodal ich domów elektrownia wiatrowa wydaje nadmierny hałas, znajduje się zbyt blisko ich zabudowań i dodatkowo na najbliższe lata zablokowała rozwój tej podmiejskiej strefy, która dotąd cieszyła się zainteresowaniem inwestorów indywidualnych i firm. Ostatnio dowiedzieli się też, że właściciel pierwszego „wiatraka” zamierza postawić kolejny.
Historia brzezińskiej elektrowni jest raczej nietypowa. Powstała prawie 3 lata temu, ale nie ruszyła od razu. Najpierw złamało się skrzydło turbiny. Kiedy chciano je naprawić, przewrócił się dźwig. Później inwestycja zmieniła właściciela. W efekcie zaczęła pracować we wrześniu tego roku. I dopiero wtedy mieszkańcy zaczęli odczuwać uciążliwości związane z bliskim sąsiedztwem „wiatraka”. – Nie możemy spać przy otwartych oknach, bo słychać ciągły szum – mówił w imieniu mieszkańców Józef Goździkiewicz. – Jak jest słonecznie, to ciągle migocze światło.
Dlaczego nie protestowali, kiedy elektrownia była budowana? – Nikt nas o zdanie nie zapytał – twierdzą zgodnie. – Podobno w gminie było wywieszone ogłoszenie o tym, że będzie tutaj taka inwestycja, ale my nic nie wiedzieliśmy na ten temat. To wójt powinien zadbać o sprawy mieszkańców, a nie godzić się na coś takiego. Teraz nasze działki straciły na wartości, bo kto chciałby tutaj pobudować dom? Takie wiatraki powinno stawiać się tam, gdzie nie ma całej infrastruktury, w większej odległości od zabudowań.