Stanisław Sztamblewski, mieszkaniec Kraśnicy-Kolonia, to człowiek bardzo zdolny i mimo wieloletniej pracy w rzeźbie nadal poszukujący w tej dziedzinie wyzwań. Artysta znany jest nie tylko w kraju, ale także za granicą. Zapraszany na plenery do różnych zakątków świata, wybiera zazwyczaj polskie Górsko niedaleko Leszna. Jego prace powędrowały do różnych miejsc takich jak Holandia, Niemcy, USA, a nawet Australia. Chętnie podejmuje się nowych zadań i gdyby nie wyobraźnia, nie osiągnąłby niczego. Bez wielogodzinnego tworzenia w drewnie, które go relaksuje i jest jego pasją, życia sobie nie wyobraża.
Od małego ludzie dostrzegali w nim zdolności plastyczne i początkowo ciągnęło go do malarstwa. Startował nawet do liceum plastycznego w Łodzi i mimo zdanego na piątkę egzaminu nie wzięli go z braku pochodzenia artystycznego. – Przełknąłem porażkę i zostałem elektrykiem. Przez wiele lat pracowałem w kopalni, ale w każdej wolnej chwili oddawałem się rzeźbieniu. Zaczęło się od tego, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem rzeźbiarza przy pracy. Był nim Feliks Kozieł – również pracownik kopalni. On mnie zainspirował, zaprzyjaźniliśmy się i razem jeździliśmy w plenery – opowiada Stanisław Sztamblewski. Mówi że, aby być rzeźbiarzem z prawdziwego zdarzenia, trzeba się z tym urodzić, mieć w sobie tę iskrę – nie można się tego nauczyć. Mama miała zdolności malarskie i manualne, a ojciec był cieślą. Tak naprawdę odkryła go poznańska cepelia, do której należał 1,5 roku. Tam wykonywał prace dla kolekcjonerów, ale jako artysta nie mógł się wyrazić i odszedł.