Stary tapczan, lodówka, zużyte opony od samochodu, monitor od komputera, a nawet twardy dysk – to wszystko wylądowało na śmietniku przy cmentarzu parafialnym w Posadzie (gmina Kazimierz Biskupi). – Wiemy, że ktoś podrzuca tam nieczystości. Nie pomogły apele w kościele. Gdy tylko widzimy więc czarne worki, zakładamy z panem kościelnym długie rękawiczki i przeglądamy ich zawartość. Szukamy czegoś, co naprowadzi nas na ślad właściciela śmieci. I czasami się udaje – mówi ksiądz Jan Kozłowicz, proboszcz parafii św. Alberta w Posadzie.
Problem wyrzucania „domowych” śmieci do kontenerów przy cmentarzu znany jest prawie każdemu kapłanowi. Z nieczystościami podrzucanymi przez działkowiczów walczył chociażby proboszcz parafii świętego Wojciecha w Koninie. Od kilku miesięcy próbuje ten problem rozwiązać ksiądz Jan Kozłowicz z Posady. Ze zdumieniem obserwuje, że obok wypalonych zniczy, zwiędniętych kwiatów i chwastów, co jakiś czas w kontenerze lądują czarne foliowe worki. – Najpierw zacząłem głośno o tym mówić podczas ogłoszeń parafialnych. Uczulałem ludzi, by zwracali uwagę, jeśli coś ich zaniepokoi – mówi kapłan. Niestety, apele proboszcza na niewiele się zdały.