O prawdziwym szczęściu w nieszczęściu może mówić Andrzej Grzelaczyk, mieszkaniec pałacyku w Sławoszewku (gmina Kleczew). – Pamiętam jeden potworny huk, hałas i nic więcej. Potem zorientowałem się, że zawaliła się ściana działowa wraz z piecem, a w podłodze jest potężna wyrwa. Wszystko to zaledwie kilka centymetrów od łóżka, na którym spałem – opowiada.
O tym, że tak zwany pałacyk z mieszkaniami socjalnymi nie jest w najlepszym stanie informowaliśmy już kilka tygodni temu. Władze Kleczewa zapewniały, że jeszcze w tym roku znajdą się nowe lokale dla mieszkańców. Budynek nie wytrzymał jednak próby czasu i uprzedził urzędników. – Było przed godziną trzecią, kiedy zbudził mnie ogromny huk i hałas. Wstałem. Rozejrzałem się – nie było już pieca i połowy ściany. Zostały tylko drzwi. Wszystko zapadło się piętro niżej, do piwnicy. Mieszkam tu tyle lat i nawet nie wiedziałem, że mam piwnicę – mówi Andrzej Grzelaczyk podczas wyprowadzki z obiektu.