Inspektorzy konińskiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Koninie przeżyli szok po wejściu do wiejskiego sklepu spożywczego w małej wiosce pod Kleczewem. W lodówkach, nieodmrażanych przez kilka miesięcy, przechowywano mięso niewiadomego pochodzenia, na wędlinach zalęgły się larwy pasożytów, a na parapetach leżały złogi zdechłych much. Blisko setka produktów spożywczych już dawno przekroczyła termin przydatności do spożycia, a lody wyjęte z lodówki… dosłownie lały się na ręce. Całe szczęście w porę zareagował sanepid!
Smród, brud i… półki uginające się pod setkami kilogramów artykułów spożywczych! Tak do niedawna wyglądał wiejski sklepik spożywczy w Sławoszewku. I nie wiadomo jak długo jeszcze klienci kupowaliby skażone jedzenie, gdyby nie jeden z konsumentów, który swoimi spostrzeżeniami postanowił podzielić się z sanepidem i… naszą redakcją. Wysłał alarmujący e-mail z informacją o tym, że lody sprzedawane z zamrażarki… ciekną po rękach. – Nasi inspektorzy nie zbagatelizowali sygnału i natychmiast pojechali na kontrolę – informuje Aleksandra Stacherska, rzecznik prasowy konińskiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej.