„Zakaz moczenia kozaków”, „tę bluzkę się wietrzy, a nie pierze” lub „z uwagi na gryzący pot farbują panu buty” – takie informacje od rzeczoznawców i przedsiębiorców bardzo często trafiają do klientów skarżących się na wadliwy towar. A pracownicy biura rzecznika konsumentów nieraz mają powody do śmiechu.
O tym, że reklamowanie wadliwego towaru to często prawdziwa droga przez mękę przekonało się wielu z nas. Najpierw musimy wytłumaczyć sprzedawcy, o co tak naprawdę nam chodzi, a później czekać kilkanaście dni na odpowiedzi ze sklepu. A te bywają naprawdę zaskakujące. Rzeczoznawcy robią wszystko, by stanąć w obronie przedsiębiorcy. Ich wyjaśnienia często przyprawiają klientów niemal o... zawał serca.
– Kilka dni temu odebrałam opinię rzeczoznawcy. Okazało się, że moja córka źle użytkowała kozaki, bo... zamoczyła czubek buta. Gdy zapytałam się pani w sklepie, jak w takim razie powinna chodzić, usłyszałam, że informacja o tym była zawarta w ulotce – opowiada pani Anna. Jak tłumaczy Bernadeta Szmytka, Powiatowy Rzecznik Konsumentów, to standardowa odpowiedź.
– Nikt jednak nie wziął pod uwagę, że w listopadzie i grudniu nie spadła ani jedna kropla deszczu. A rzeczoznawca wszystkim pisał, że buty są przemoczone – wyjaśnia.
To jednak nie wszystkie opinie. Często pada też zdanie, że w kozakach... nie powinno się chodzić po śniegu.
– Kiedyś nawet wysłałam przedsiębiorcy definicję słowa „kozaki” z encyklopedii – dodaje Bernadeta Szmytka.
więcej w Przeglądzie Konińskim