Wystarczyła jedna chwila, by sylwestrowa noc sprzed 12 lat zmieniła jego życie na zawsze. Alkohol, brawura, lekkomyślność... Właśnie to spowodowało, że stracił dłoń lewej ręki. Petarda wybuchła w chwili, gdy po raz kolejny próbował ją odpalić. Historia Jacka Kwiatkowskiego z Konina, posła Ruchu Palikota, powinna być ostrzeżeniem dla wszystkich, którzy zamierzają wkrótce powitać Nowy Rok, odpalając fajerwerki. – Na szczęście, nie straciłem wzroku, mimo że odłamki utkwiły mi także w oczach – mówi Kwiatkowski.
Miał zaledwie 30 lat i dwie małe córeczki. Wraz z żoną i znajomymi wybrał się na zorganizowaną zabawę sylwestrową do sali wynajętej przez jedno z konińskich przedszkoli. – Przed północą odliczyliśmy czas, złożyliśmy sobie życzenia – wspomina. – Wyszliśmy na zewnątrz. Kolega miał całą reklamówkę różnych petard. Postanowiliśmy je odpalić. W niebo wystrzeliły dwie albo trzy. Kolejna, bardzo duża, ciągle przewracała się w butelce. Uparłem się, że ją odpalę. Nie pamiętam szczegółów, ale wiem, że nagle wybuchła. Gdy się ocknąłem, byłem oszołomiony. Słyszałem szum w uszach. Jak przyjechali ratownicy, mówiłem, że zaraz… odpłynę! Straciłem przytomność. Obudziłem się dopiero w sali operacyjnej. Wtedy usłyszałem, że straciłem dłoń, która – jak mi tłumaczono – była nie do odzyskania. Podobno pozostały tylko same strzępki.
Szokująca wiadomość nie od razu dotarła do Jacka Kwiatkowskiego. – Tak naprawdę na początku nie byłem świadomy tego, co się stało – przyznaje. – Wiedziałem tylko, że miałem wypadek. Dopiero na drugi dzień przyszła chwila refleksji. Zrozumiałem, że straciłem dłoń na zawsze. Zostałem z własnymi myślami.
więcej w Przeglądzie Konińskim