Jakim szefem jest Janusz Palikot? Czy konińscy prezydenci pogrążeni są w marazmie? Dlaczego koniński poseł elekt umieścił na swojej ulotce wyborczej listek konopi indyjskich, skoro sam marihuany nie pali i palić nie zamierza? Czy krzyż musi zniknąć z polskiego Sejmu? Co wspólnego powinien mieć katolicki ksiądz z policyjnym dzielnicowym? I wreszcie, czy parlamentarzysta, który sam stracił dłoń w wyniku wybuchu petardy, zamierza pomagać w Sejmie osobom niepełnosprawnym? O tym wszystkim rozmawiamy z Jackiem Kwiatkowskim, świeżo wybranym posłem ziemi konińskiej z Ruchu Palikota.
Został Pan posłem po raz pierwszy. Wcześniej nie miał Pan do czynienia ani z samorządem, ani z polityką na szczeblu krajowym. Czy mimo to czuje się Pan przygotowany do pełnienia funkcji posła?
Myślę, że żadna nowa osoba nie jest jeszcze tak do końca przygotowana. Musimy zapoznać się z działalnością Sejmu osobiście. Czym innym jest obserwowanie obrad w telewizji, a czym innym poznanie wszystkiego naocznie. Pierwsze miesiące pracy będą więc nauką, nauką i jeszcze raz nauką.
Klub Ruchu Palikota liczy dziś 41 posłów. To przeróżne osoby. Przedstawiciele wielu zawodów i środowisk, choć najczęściej słyszymy o transseksualiście, byłym księdzu, geju czy byłym kryminaliście. Czy będziecie potrafili ze sobą i innymi współpracować? Mówi się, że grupa tak przypadkowych osób po prostu zdestabilizuje prace Sejmu.
Zapewniam, że będziemy ze wszystkimi współpracować. Dlaczego? Bo większość osób w Ruchu Palikota to ludzie młodzi i otwarci. Nie zamykamy się więc na nikogo, tak jak to robi PiS. Zamierzamy rozmawiać z każdym, kto oczywiście będzie chciał z nami współpracować. Skończą się też happeningi, a zacznie zwykła, ciężka praca. Chcemy coś dla Polski i obywateli zrobić. I będziemy chcieli to pokazać.
A zna Pan swoich klubowych kolegów parlamentarzystów?
Tak. Znam większość. Nie znam Roberta Biedronia, bo on akurat nie bywał na naszych wewnątrzpartyjnych spotkaniach, a kontaktował się bezpośrednio z Januszem Palikotem i zarządem krajowym.
Mówi się, że to Janusz Palikot podejmuje jednoosobowo wszystkie najważniejsze dla ruchu decyzje.
To wcale tak nie wygląda. Nasze spotkania organizowane są w Warszawie. Rozmawiamy podczas nich, dyskutujemy. Czy iść w tym kierunku, czy innym, jakie są plusy, a jakie minusy danych spraw. Janusz pyta poszczególne osoby o zdanie. Tak było chociażby w przypadku Romana Kotlińskiego, redaktora naczelnego „Faktów i Mitów”. Dwa miesiące przed wyborami zastanawialiśmy się, jak społeczeństwo odbierze fakt, że Kotliński zatrudnił zabójcę Popiełuszki. Ostatecznie podjęliśmy wspólną decyzję, że ma startować z naszych list.
A jak Pan ocenia samego Janusza Palikota. Jakim jest szefem?
To przede wszystkim niezwykle pracowity człowiek. Wstaje bardzo wcześnie rano i bardzo późno w nocy pracę kończy. Nie wiem, skąd bierze tyle energii. Możliwe, że to zasługa diety i pracy dietetyków. Palikot to człowiek, który może nie ma politycznego wykształcenia, ale posiada świetne spojrzenie na politykę. Potrafi szybko ocenić, czy coś idzie w dobrym kierunku, czy w złym.
więcej w Przeglądzie Konińskim