Gdyby nie reakcja przypadkowego przechodnia, 20-letnia kobieta pewnie nie wyrwałaby się z rąk zboczeńca. Napastnik próbował zaciągnąć ją w krzaki i zgwałcić. W tej chwili poszukiwany jest przez konińską policję.
Do ataku doszło kilka dni temu, na jednej z głównych ulic Konina. Zapadał zmierzch, ale nie było jeszcze ciemno. 20-latka wybrała się w odwiedziny do koleżanki. Nie spodziewała się niczego złego, bo nie skręcała w żadne zakamarki. Idąc chodnikiem wzdłuż jezdni, poczuła nagle, że ktoś chwyta ją za szyję. Nie potrafiła wyrwać się z silnego uścisku. Mężczyzna, nie szczędząc niewybrednych epitetów, ciągnął ją w pobliskie zarośla. Szarpał, popychał, dotykał w miejsca intymne, próbował rozbierać. Kobieta krzyczała, wzywała pomocy. Dziwne odgłosy zaniepokoiły przechodnia, który chwilę potem wyszedł ze sklepu. Zobaczył, że kilkadziesiąt metrów dalej, doszło do jakiejś szamotaniny. Nie pozostał wobec niej obojętny. Pobiegł sprawdzić, co się dzieje. Bandyta, na widok świadka wypuścił swoją ofiarę i dał nogi za pas. Kobiecie, całe szczęście, nic się nie stało. Doznała jednak szoku. Roztrzęsiona wróciła do domu i opowiedziała swoją historię najbliższym.
więcej w Przeglądzie Konińskim