Już niedługo miał wrócić z misji. W domu na konińskim Zatorzu czekały na niego mama, siostra i narzeczona. Niestety, 4 października, rodzina odebrała tragiczną wiadomość, że starszy szeregowy Rafał Nowakowski zginął w Afganistanie w wyniku ataku na polski patrol. Tragiczną informację przekazali mamie wojskowi. Sąsiedzi Rafała są w szoku. – Inaczej się słyszy te wiadomości, gdy nie dotyczą kogoś z naszego otoczenia. W Afganistanie poległ nasz Rafał – mówią smutno.
Gdy 4 października rano w ogólnopolskich mediach pojawiła się informacja, że kolejny polski żołnierz zginął w Afganistanie, niewielu mieszkańców Konina myślało, że ta tragedia dotyczy bezpośrednio naszego miasta. Okazało się, że starszy szeregowy Rafał Nowakowski pochodził z Konina. Mieszkał razem z rodziną w jednym z bloków na Zatorzu. Do Afganistanu wyjechał kilka miesięcy temu. Wkrótce miał wrócić do domu. Kiedy? Jak informuje Artur Pińkowski, oficer prasowy 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej w Międzyrzeczu, pierwszy samolot z żołnierzami z misji wrócił do Polski dwa dni po tragicznej śmierci starszego szeregowego. – Rotacja się zaczęła. Z uwagi na bezpieczeństwo nie podajemy konkretnych dat – wyjaśnia. Nie mógł więc ujawnić, którym transportem miał przylecieć do Polski Rafał Nowakowski. Jedno jest pewne. Jego misja dobiegała końca.
Jak doszło do wypadku? 4 października rano, w południowej części prowincji Ghazni, patrol, w którym uczestniczył koninianin, jechał sprawdzić stan realizacji projektów pomocowych. Pod opancerzonym pojazdem eksplodował improwizowany ładunek wybuchowy. Rafał Nowakowski zginął od razu. Dwóch żołnierzy zostało rannych, ich życie nie jest zagrożone. Na miejscu natychmiast pojawiły się amerykańskie śmigłowce ewakuacji medycznej, które przetransportowały poszkodowanych do szpitala w bazie Ghazni. W akcji uczestniczyły także powietrzne i lądowe siły szybkiego reagowania, jako wsparcie wysłano polskie śmigłowce.
Mamie Rafała tragiczną informację przekazali wojskowi. Wiadomość szybko rozeszła się wśród najbliższych sąsiadów. W wieżowcu na Zatorzu wszyscy byli w szoku. Niewielu lokatorów chciało rozmawiać. – To smutne, bo człowiek nawet do tej pory nie wiedział, że ktoś, kto mieszka obok nas, walczył w obronie ojczyzny. Nie znałam tego chłopaka, ale jest mi przykro. Tak po ludzku. Myślę, że gdy miną pierwsze dni smutku i żałoby, rodzina powinna być z niego dumna. Oddał życie za Polskę – mówi jedna z mieszkanek, którą spotkaliśmy przed blokiem.
więcej w Przeglądzie Konińskim