Nie w środku, tylko przed biurowcem KWB w Kleczewie, pojawił się we wtorek (13 września) z nieoczekiwaną wizytą prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński. Przyjechał na chwilę, powiedział, że jeśli jego partia dojdzie do władzy, nasza kopalnia na pewno nie będzie sprywatyzowana i... odjechał ze swoimi sztabowcami. Część związkowców zakładu, którzy liczyli na rozmowę z szefem największej opozycyjnej partii, nie kryje rozgoryczenia. – Uważamy, że powinno odbyć się spotkanie, może konferencja jak można pomóc temu zagłębiu górniczo-energetycznemu, gdyby PiS wygrało wybory – powiedział Józef Pindras, przewodniczący Międzyzakładowego Związku Zawodowego Górników.
Wizyta prezesa Jarosława Kaczyńskiego w Kleczewie do samego końca nie była chyba pewna. Nawet sami przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości nie informowali o niej w oficjalnych zaproszeniach czy komunikatach. Jako cel przyjazdu wybrano Kopalnię Węgla Brunatnego „Konin”. Miejsce jak najbardziej ważne dla naszego regionu. – Przed chwilą dostałem stanowisko prezesa KWB, że kategorycznie odmawia jakiegokolwiek ustawiania kamer na terenie, który należy do kopalni – wyjaśniał dziennikarzom przed biurowcem poseł Witold Czarnecki. Jak powiedział, były też plany, by prezes PiS spotkał się z górnikami albo szefami związków zawodowych i przedstawił im stanowisko partii w sprawie rozwoju sektora paliwowo-energetycznego. – Żeby to zrobić, trzeba wejść do środka! – mówił Czarnecki. W związku z tym prezes PiS i jego sztabowcy zdecydowali się więc na konferencję przed kopalnią w Kleczewie. Przed budynkiem pojawiła się tylko garstka górników, a wśród zgromadzonych przeważali członkowie i sympatycy Prawa i Sprawiedliwości.
więcej w Przeglądzie Konińskim