Ostatnie pożegnanie to dla wielu... droga przez mękę! I to nie tylko z powodu niewyobrażalnej straty po ukochanej osobie, ale z… braku pieniędzy. Obniżony zasiłek pogrzebowy nie wystarcza na pochówek. Nawet jeśli rodziny zmarłych decydują się na najtańsze trumny, skromne wiązanki, pojedyncze miejsce na cmentarzu, to i tak muszą dopłacać z własnej kieszeni. Dlatego oszczędzają na czym tylko się da. Mało kogo stać na wyprawienie stypy, rozwieszenie „klepsydry” na każdym słupie ogłoszeniowym czy wynajęcie muzyków wygrywających na trąbce żałobne melodie. – Ludzie strasznie narzekają – przyznaje Andrzej Pachulski, zarządca cmentarza komunalnego w Koninie. – Z powodu braku pieniędzy nie każdy może pożegnać najukochańszą osobę w sposób godny, w taki, jaki by chciał...
Do marca tego roku zasiłek pogrzebowy wynosił blisko 6,5 tysiąca złotych. Średni rachunek wystawiany przez zakłady pogrzebowe i zarząd cmentarza wahał się w granicach 5 tysięcy. Reszta wystarczała na dodanie napisu na istniejącym pomniku czy inne dodatkowe wydatki związane z pochówkiem. Zgodnie z nową ustawą rodziny zmarłych mogą liczyć jedynie na 4 tysiące. I to bez względu na poniesione w związku z pogrzebem wydatki. Dla zamożniejszych nie stanowi to większego problemu, ale dla uboższych… poważny! Najlepiej wiedzą o tym zakłady pogrzebowe, które w ostatnim czasie sprzedają jedynie najtańsze trumny i wiązanki. – Nigdy tak nie „schodziły” trumny sosnowe lub ze zwykłymi okleinami, które kosztują w granicach 800 złotych – przyznaje Andrzej Pachulski. – Kiedyś ludzie wybierali dębowe, za które płacili po 2,5 tysiąca. Było ich stać! Teraz liczą każdy grosz. Rezygnują z wieńców, trąbki, która grała w ostatnich chwilach pożegnania. Żałobnicy stoją w ciszy, a na trumnie leżą pojedyncze kwiaty. Chyba że zmarł jakiś zasłużony pracownik, to wtedy jego zakład funduje „bogatsze” wiązanki.
więcej w Przeglądzie Konińskim