Wiceprezydenci uczą się języków obcych. Marek Waszkowiak szlifuje formułki indywidualnie, najczęściej wieczorami. Natomiast Dariusz Wilczewski, razem z grupą urzędników, robi to w ramach unijnego programu. Co dziwne, ci ostatni, powtarzają angielskie zdania... w godzinach pracy. Wydaje się, że moda na naukę zawładnęła konińskim magistratem. Urzędnicy zgłębiają wiedzę w zakresie komputerów, prawa administracyjnego, pracy i budowlanego.
Waszkowiak indywidualnie, Wilczewski w grupie
Jak to tak naprawdę jest z naszą znajomością języków obcych? Czy rządzący miastem mogą sobie swobodnie porozmawiać z delegacją z zagranicy?
Czy, gdy do Konina przyjedzie długo wyczekiwany zagraniczny inwestor, ktoś zajmie się nim profesjonalnie? Legendą już owiana jest historia sprzed kilku lat, przekazywana sobie z ust do ust. Wtedy do Urzędu Miasta miała zawitać delegacja z niemieckiej firmy. Byli zainteresowani terenami pod inwestycję. Zajęto się jednak nimi mało profesjonalnie, podobno dość długo szukano tłumacza. Zagraniczni goście pojechali kilka kilometrów dalej, do Starego Miasta. Tam szybko z nimi porozmawiano, pokazano im odpowiednie dokumenty i... firma została.
Co zrobić, by taka sytuacja się nie powtórzyła? Ano uczyć się języków obcych! Wydaje się, że nasi wiceprezydenci wzięli to sobie do serca. Zresztą urzędnicy również. Jak zapewniła Elżbieta Miętkiewska, kierownik biura prezydenta, w Wydziale Promocji i Współpracy z Zagranicą pracują osoby, które biegle władają językiem angielskim, niemieckim i rosyjskim. Natomiast w Wydziale Kultury i Sportu jest urzędniczka, która mówi po francusku. Czyli języki miast partnerskich mamy z głowy. W razie odwiedzin zaprzyjaźnionej grupy nie będziemy się wstydzić.
więcej w Przeglądzie Konińskim