Ciężkie płoty policyjne, 160 funkcjonariuszy pilnujących terenu, granat, alarm bombowy, protestujący – to nie opis zamieszek w czasie stanu wojennego, a swoistej „adoracji” krzyża, z jaką mamy do czynienia od miesiąca na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. – Uważam, że krzyż powinien zostać przeniesiony do kościoła św. Anny, zgodnie z zawartym porozumieniem – komentuje Wiesław Steinke (PO), przewodniczący Rady Miasta Konina. – Smutne, że stał się zakładnikiem tej sprawy. – W pobliżu Pałacu Prezydenckiego powinien na pewno powstać jakiś godny obelisk – twierdzi Mariola Rakiewicz, radna PiS. A co na to warszawiacy? Przyglądaliśmy się kilka dni temu w stolicy obradom samorządowców. – Uważamy, że najwyższa pora zaprowadzić na Krakowskim Przedmieściu porządek! – mówił radny SLD. – Nie ględź tam! Pieprzysz głupoty! – odkrzykiwało społeczeństwo ustami... „obrończyni krzyża”.
Ładunek wybuchowy w okolicach pałacu
Nie Zamek Królewski, Łazienki, syrenka, a metalowe zasieki, krzyż i koczujący pod nim ludzie stały się głównymi „atrakcjami” Warszawy. Przyznają to też w pociągu jadącym do stolicy sami koninianie. – Najpierw zobaczymy protestujących na Krakowskim Przedmieściu – mówią Kasia i Krzysztof.
Oczywiście chodzi o grupę osób, która od kilku tygodni „biwakuje” przed Pałacem Prezydenckim. Jest tam od 3 sierpnia czyli dnia, w którym próbowano przenieść krzyż (postawiony przez harcerzy ku czci ofiar katastrofy smoleńskiej) do kościoła św. Anny. Ludzie modlą się, śpiewają „Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród” i nazywają się „obrońcami krzyża”. A przed kim i przed czym go bronią? Pewnie już sami nie wiedzą. Chcą, by przed pałacem stanął pomnik tragicznie zmarłych. więcej w Przeglądzie Konińskim