Wakacje dopiero dobiegają półmetka, a już w konińskich akwenach utonęło pięć osób. Tak tragicznego żniwa letnich kąpieli nie pamiętają ani policjanci, ani wzywani na ratunek płetwonurkowie. Z rozumem ciągle wygrywają brawura i lekkomyślność. – Wszyscy utonęli na plażach niestrzeżonych, a w dwóch przypadkach ofiary weszły do wody po wcześniejszym spożyciu alkoholu – mówi Renata Purcel-Kalus, rzecznik prasowy konińskiej policji.
W ubiegły czwartek w jeziorze przy ślesińskim OSIR-ze utopił się 40 -letni mieszkaniec Konina, który wypoczywał nad wodą wraz ze swoimi rodzicami.Wszedł do jeziora po godzinie 18.00, gdy nie było już ratownika, i już nie wypłynął. Jego ciało z wody wyłowili strażacy. Wezwany na miejsce lekarz pogotowia podjął akcję reanimacyjną. Niestety, nie przyniosła żadnych rezultatów. Kilkanaście dni wcześniej śmierć w wodzie poniósł 50-letni mieszkaniec Konina, który próbował ratować swego 11-letniego syna pływającego na materacu po stawie w starorzeczu Warty w Zalesiu (gmina Krzymów). Gdy wpadł do wody, na ratunek pospieszył mu siedzący na brzegu ojciec. Zdołał wypchnąć dziecko na powierzchnię wody, natomiast sam utonął. Po dwóch godzinach poszukiwań płetwonurkowie wyłowili ciało 50-letniego koninianina. Dobę trwały poszukiwania 45-letniego mężczyzny, który pontonem wypłynął na jezioro Gosławskie w Ludwikowie. Wcześniej na niestrzeżonym kąpielisku w Licheniu utonęła 21-letnia kobieta. Na dzikiej plaży we Władzimirowie śmierć w wodzie poniósł 35-latek, który wcześniej biesiadował ze znajomymi.
więcej w Przeglądzie Konińskim