Takich parkingów trudno szukać w Koninie! A kto wie, czy nie w całej Polsce? Kilka dni temu lokatorzy bloków przy ulicy 11 Listopada 29 i 31 dowiedzieli się, że w miejscu, gdzie przez ponad 30 lat bez problemów stawiali swe auta, robią to… bezprawnie! Na wniosek jednego niezadowolonego lokatora, spółdzielnia wymalowała rząd kopert, na których pod groźbą mandatu, parkować nie wolno! – To zamach na naszą wolność i ograniczenie swobód obywatelskich! – komentuje mieszkaniec bloku, który w ramach protestu ustawił swoje auto na zakazanym miejscu. Wprawdzie mandatu nie dostał, ale rano musiał zmywać roztrzaskane na karoserii... jajka, którymi ktoś obrzucił jego samochód. – To chora sytuacja, z którą nie zamierzamy się zgodzić – mówi. Zapowiada, że wraz z grupą lokatorów przygotowuje petycję w obronie dyskryminowanych kierowców.
Kilka dni temu lokatorzy bloków 29 i 31 z niedowierzaniem przecierali oczy na widok rzędu kopert wymalowanych grubym pędzlem i białą farbą... Równiutko, wzdłuż chodników... W miejscu, gdzie jeszcze do niedawna stawiali swe auta. – Tyle się narzeka na brak w Koninie miejsc parkingowych, szczególnie na osiedlach – mówi jeden z mieszkańców. – U nas też zawsze był problem, żeby się gdzieś wcisnąć. A teraz? Jak można było coś takiego zrobić?
Odpowiedź, jak się okazuje, nie jest wcale taka prosta. Zamieszanie wokół parkingu zaczęło się bowiem już w 2000 roku, kiedy to lokatorzy bloków przy ulicy Listopada 29 i 31 wystosowali pismo o poszerzenie placu, na którym można by stawiać auta. Konińska Spółdzielnia Mieszkaniowa poszła im na rękę i według życzenia... parking poszerzyła. Nikt wówczas nie miał świadomości, że jest to... niedźwiedzia przysługa. Bo nagle jeden z lokatorów uznał, że nie życzy sobie aut pod oknem! Wystosował najpierw pismo do spółdzielni, w którym zażądał ustawienia zakazu, a na dodatek… odszkodowania za uciążliwość, jaką jest parking. Nie podobał mu się także znajdujący się przy jego klatce śmietnik. Choć stoi w jednym miejscu od ponad 30 lat, mężczyzna nagle odkrył, że znajduje się stanowczo za blisko. – Spółdzielnia uznała jego roszczenia za bezzasadne i wniosku nie przyjęła – informuje Sławomir Turowski, kierownik Administracji Osiedla „Wschód”. Wówczas lokator postanowił zapukać pod inny adres. Powołując się na konkretne przepisy, napisał skargę do inspektora nadzoru budowlanego w Koninie. Ten nie miał wyjścia. Ustawa mówi wyraźnie – auta (jeśli jest ich więcej niż cztery), nie mają prawa stać w odległości mniejszej niż 10 metrów od okien. I... nakazał spółdzielni rozwiązanie problemu. Ta stosując się do zaleceń, namalowała koperty, które dosłownie rozjuszyły pozostałych lokatorów-kierowców. I to tak bardzo, że teraz oni wypowiadają wojnę. Komu? – Chorym, nieżyciowym przepisom i jednemu człowiekowi, który nagle uznał, że ma prawo do życia w spokoju – mówi jeden z nich.
więcej w Przeglądzie Konińskim