Małżeństwo z Konina trafiło do szpitala z objawami zatrucia czadem. Stan 51-letniego mężczyzny był bardzo poważny. Spędził na oddziale kilka dni. Znacznie szybciej do zdrowia powróciła jego żona. – Tej nocy bolał mnie ząb i nie mogłam spać – mówi. – I pewnie przypadek zadecydował, że ja i mój mąż jesteśmy wśród żywych.
Wezwanie dotarło do konińskiego pogotowia 27 stycznia, około godziny 4.00 nad ranem. Feralną noc doskonale pamięta mieszkanka domu jednorodzinnego w Koninie. – W całym mieście nie ma pomocy stomatologicznej – opowiada. – Wiedziałam, że z bolącym zębem muszę pocierpieć do rana. Ból był tak ogromny, że nie mogłam spać.
Kobieta położyła się około godziny 2.00, ale tylko na chwilę. – Wstałam i poszłam do łazienki – opowiada. – Otworzyłam drzwi i upadłam na ziemię. Po chwili się ocknęłam, zaczęłam wołać męża, ale ten nie reagował.
Całe szczęście krzyk obudził śpiącą w tym samym domu siostrę kobiety. – Poszła po mojego męża, żeby pomógł mi wstać – relacjonuje kobieta. – Ten ledwo tylko się podniósł, upadł na tapczan. Wtedy już było wiadomo, o co chodzi! Że powodem zamieszania jest czad!
Nieprzytomni małżonkowie zostali zabrani przez pogotowie do szpitala. Kobieta wyszła wcześniej, bo jej stan był znacznie lepszy. – Pewnie dlatego, że położyłam się w sypialni bardzo późno i tylko na krótko – mówi. – Mąż przebywał w niej od kilku godzin, a właśnie tam ulatniał się trujący gaz.
Strażacy specjalnymi urządzeniami potwierdzili obecność śmiertelnie niebezpiecznego czadu. Stężenie było bardzo wysokie i wystarczyło jeszcze kilka minut, by doszło do tragedii. Już następnego dnia ekipa kominiarzy wyczyściła komin (z którego prawdopodobnie wydobywał się gaz) i sprawdziła piec. Lokatorzy zamówili już specjalną czujkę bezpieczeństwa, która donośnie alarmuje, gdy wykryje obecność czadu w otoczeniu. – Nie zamierzamy ryzykować – mówi lokatorka domu. – Tym bardziej że tylko przypadek uratował nam życie. A raczej mój bolący ząb!
więcej w Przeglądzie Konińskim