Mroczną tajemnicą owiane jest brutalne morderstwo w domu na osiedlu Wilków w Koninie. Suche fakty mówią niewiele. Wiadomo tylko, że w wyniku ciosów zadanych ostrzem zmarł 55-letni właściciel pobliskiego baru. Jego 26-letni syn z poważnymi obrażeniami rąk i szyi trafił do konińskiego szpitala. W tej chwili jego zdrowiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Co tak naprawdę wydarzyło się na posesji znajdującej się naprzeciwko przychodni zdrowia i salonu sukien ślubnych na Wilkowie? Policja nie chce komentować żadnych przypuszczeń i spekulacji. – Okoliczności zdarzenia i jego przebieg będą wyjaśnione w prowadzonym przez prokuraturę i policję śledztwie – mówi Renata Purcel-Kalus, rzecznik prasowy KMP w Koninie.
Tylko psy szczekały Wieść o brutalnym mordzie sparaliżowała mieszkańców Wilkowa. Sąsiedzi nie chcą niczego komentować. –
Za wcześnie! Dowiedziałem się o wszystkim kilka godzin temu i nie mogę jeszcze dojść do siebie – mówi pan Marek. Dodaje, że feralnej nocy nic podejrzanego nie słyszał, jedynie… ujadanie własnych psów. –
Ale myślałem, że znów wyczuły zająca. Dlatego za bardzo się tym nie przejąłem.
Czy to właśnie dramat rozgrywający się kilka domów dalej zaniepokoił dwa wilczury? Nie wiadomo. Ulica pewnie do rana byłaby pogrążona we śnie, gdyby w odwiedziny do znajomych nie wybrali się Andrzej Sadłowski i Piotr Augustyniak z Konina. – Zobaczyliśmy, że ktoś leży na ulicy przed jedną z posesji – opowiada Andrzej. – Zatrzymaliśmy wóz i wysiedliśmy. Wszędzie było pełno krwi. Ten człowiek leżał na boku. Miał ogromną ranę na twarzy, w okolicach szczęki. Druga przecinała szyję.
Przypadkowi świadkowie natychmiast wezwali karetkę i policję. Twierdzą, że zanim pojawiła się pomoc, do domu z pracy w barze wróciła żona rannego. –
Gdy zobaczyła męża, wpadła w straszną histerię – opowiadają. –
Zaczęła go budzić, szarpać… Kolega ją uspokajał. Poprosiłem, żeby poszli do domu po koce. Przykryliśmy go.więcej w Przeglądzie Konińskim