Kolorowo i pachnąco – tak przynajmniej było jeszcze niedawno przed blokiem przy ulicy 11 Listopada 21. Wszystko za sprawą mieszkańców, którzy postanowili zagospodarować teren przed swoimi balkonami i klatkami. I tak teren wręcz pustynny zaroił się od kwiatów, tui, cyprysów i krzewów. Jak się jednak okazało, nie wszystkim pomysł ten przypadł do gustu. Z rabatek zaczynały ginąć rośliny. – Najpierw kilka, potem aż trzynaście. Nikogo nie złapaliśmy na gorącym uczynku, ale będziemy walczyć o to, co nasze – zapowiadają lokatorzy. Na minidziałkach postawiono tabliczki, które jednych dziwią, innych bawią, jeszcze innych bulwersują. – Przecież to groźby karalne – argumentują przypadkowi przechodnie i sąsiedzi, którym tuje przed oknami niezbyt się podobały.
Mieszkańcy bloku przy ulicy 11 Listopada 21, sadząc swoje pierwsze kwiaty, chyba nie przypuszczali, że w niedalekiej przyszłości staną się one punktem zapalnym sąsiedzkich sporów i awantur. – Nie mogliśmy już dłużej patrzeć na tę pustynię przed balkonami. Chcieliśmy trochę zazielenić teren. Z grupą koleżanek zasadziłyśmy między innymi krzewy i tuje. Żeby było ciekawiej, przykład z nas zaczęli brać nawet mieszkańcy sąsiednich bloków. Tam też coraz częściej widać ludzi, którzy dbają o pas zieleni przed swoimi klatkami – opowiada mieszkanka bloku. Jej radość z pięknych, kolorowych i pachnących kwiatów nie trwała jednak długo. Po pierwsze przyszła jesień, po drugie znalazł się ktoś, komu zbyt obfita flora nie przypadła do gustu. – Z rabatek zaczęły znikać drogie, bo rzadko spotykane i egzotyczne, rośliny. Na początku kilka. Dziś nie ma już trzynastu krzewów – opowiada rozżalona.
więcej w Przeglądzie Konińskim