Gonitwa po sklepach w poszukiwaniu tańszych produktów, codzienne zliczanie wydatków – matematyka rządzi naszym życiem. – Z pamięci potrafię wyrecytować ceny artykułów spożywczych z pobliskich sklepów – mówi 40-letni Marek z Konina, utrzymujący czteroosobową rodzinę.
Rodzina pana Marka mieszka w starej części miasta. To on planuje wydatki, bo – jak sam mówi – żona ma zbyt lekką rękę do wydawania pieniędzy. Stąd dobra orientacja wśród sklepowych półek. Rodzina mieszka w takim miejscu, że sklepy – zarówno duże markety, jak i te mniejsze, osiedlowe – ma niemalże w zasięgu ręki. – Produkty chemiczne i to w dużych opakowaniach kupuję w marketach. Mogę w ten sposób zaoszczędzić od 4 do 5 złotych. Jogurty dla dzieci też są tam tańsze o 50 groszy – wyjaśnia. Tylko jeśli chodzi o warzywa, owoce i pieczywo trzyma się jednej zasady i kupuje je w mniejszych sklepikach. – Nawet jeśli zapłacę tam parę groszy więcej, to mam pewność, że są świeże – dodaje.
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego na żywność i napoje bezalkoholowe wydajemy prawie 25 procent swoich dochodów.