W tym roku trzeba będzie zacisnąć pasa. Takie postanowienie będą musieli podjąć palacze, kierowcy (zwłaszcza samochodów z silnikiem Diesla), osoby zużywające zbyt dużo energii elektrycznej, wody oraz gazu i... rodzice niemowlaków. Styczeń tradycyjnie już jest miesiącem podwyżek. W tym roku, nie wiedzieć czemu, wydają się one szczególnie dotkliwe. Za co zapłacimy więcej? Czy rzeczywiście z własnego samochodu oszczędniej będzie przesiąść się do miejskiej komunikacji? Zobaczmy, o ile schudną nasze portfele w 2012 roku.
O styczniowych podwyżkach mówiło się już na kilka tygodni przed świętami. Jeszcze przed końcem roku znacznie zdrożał olej napędowy. W styczniu podwyższono na niego akcyzę, co oznaczało kolejny wzrost (o 20 groszy na litrze). Dzisiaj na stacjach jego cena zbliża się do 6 złotych. O tym, że podwyżki cen paliw pociągają za sobą wzrost cen produktów żywnościowych, nikomu nie trzeba mówić. Wiadomo, żywność trzeba dowieźć do sklepów, a to podwyższa koszty. Dzisiaj na zakupy nie warto iść już z 50 złotymi, bo żywność drożeje właściwie z każdą dostawą. Jak twierdzą eksperci, ceny jedzenia wzrosną do 5 procent. Już teraz wzrosły średnio od 10 groszy do 1 złotego. Chodzi o wieprzowinę, wołowinę, drób, nabiał czy pieczywo. I choć kupując kilogram mięsa czy wędliny tak bardzo tego nie odczujemy, jednak w skali miesiąca i przy większych zakupach jest to już widoczne.