Sadownicy rozpalali ogniskaMróz na początku maja spowodował, że konińscy sadownicy stracili swoje uprawy – wiśnie, czereśnie, jabłka, śliwki i truskawki – prawie w stu procentach. Nie pomagał żaden wypróbowany sposób. – Całą noc jeździłem wentylatorem po plantacji – mówił Mirosław Strzelecki, prezes Grupy Producentów Produktów Przeznaczonych do Przetwórstwa „Agrosad” Konin. – Efekt był mizerny. Sąsiad rozpalał ogniska. Też bez rezultatu. Koledzy stosowali środki chemiczne, zabezpieczające przed mrozem. To minus 6 stopni spowodowało, że żaden sposób przez nas stosowany nie poskutkował.
Przymrozki, a właściwie mróz z 2 na 3 maja wystąpił w całej Polsce. W Wielkopolsce o zjawisku mówiono także w Kaliszu i Pile. Wydaje się jednak, że najbardziej dotknęło to sadowników z powiatu konińskiego. – Tej nocy chodziłem z termometrem po plantacjach – mówił Karol Sypniewski, wiceprezes ,,Agrosadu”. – Zaskoczeniem było, że w Posadzie już o 22.30 stwierdziłem, że na wysokości metra jest temperatura minus 4. Kiedy o 23.00 pojechałem do sadu do Bielaw (okolice Sokółek) tam już temperatura przez całą noc do 4.00 utrzymywała się na wysokości minus 5. Zero wiatru, zastoisko mrozowe, gdy dotknąłem kwiatów czy liści, po ściśnięciu nie wracały do poprzedniej struktury, nie miały już sprężystości. Mówiliśmy o przymrozkach, a to był nocny mróz 7-8-godzinny.