Prawie sto pięćdziesiąt tysięcy złotych otrzymali pracownicy po kontrolach inspektorów konińskiej Państwowej Inspekcji Pracy w dwóch zakładach. Jeden z pracodawców wypłacił załodze zaległe wynagrodzenia w wysokości 60 tysięcy zł, drugi 85 tysięcy za nadgodziny. I choć w całej Polsce w dobie kryzysu notuje się coraz więcej niewypłacanych pensji, w Koninie ta liczba… spadła o połowę. – Okazuje się, że problem dotyczący niewypłacenia wynagrodzenia czy innego świadczenia – ekwiwalentu za urlop, odprawy czy odszkodowania – w tym roku pojawił się u nas w 43 skargach – mówi Jerzy Jankowski, kierownik PIP w Koninie. – W ubiegłym roku w tym samym okresie było ich 79.
Na stronie internetowej głównego inspektoratu wzrost w tej kwestii jest znaczący. – Rzeczywiście problem niewypłaconych wynagrodzeń w Polsce jest kilkakrotnie większy na przestrzeni pierwszego kwartału – stwierdza Jerzy Jankowski. – U nas natomiast pojawił się w 43 skargach. W ubiegłym roku w 79. Wcześniej niewypłacanie pensji było dość popularne w firmach budowlanych. Teraz, być może w związku z kryzysem, one nie działają. Często pracownicy są zatrudniani tylko na sezon. Jeśli nie ma zleceń, te podmioty w małym zakresie rozpoczęły działalność. W naszych statystykach nie odbija się to, jako problem bardziej znaczący. W pierwszych czterech miesiącach tego roku nie ma jakiś drastycznych sytuacji. Kilka lat temu był to nagminny problem. Gdzie się nie weszło to 2, 3 miesiące zaległości. Tak było, dopóki nie otworzył się dla nas rynek europejski.
Inspektorzy sprawdzają, czy wynagrodzenia są wypłacane, w zasadzie przy prawie każdej kontroli. – Nawet jeśli dotyczy technicznych spraw bezpieczeństwa, takie pytanie się pojawia – mówi kierownik Jankowski. – Jeśli w firmie działają związki zawodowe to inspektor spotyka się z przedstawicielami tej organizacji.