Kiedy w lutym 2009 r. powstała w Koninie Młodzieżowa Rada Miasta pomyślałem, że to dobrze, bo to szansa, że wyłonią się nowe, energiczne osoby, nie umorusane w bagienku konińskich układów i układzików, które całkiem spontanicznie spróbują podjąć jakieś inicjatywy dla dobra Konina.
Czytam w dzisiejszym „Przeglądzie Konińskim” o ciągłych ubolewaniach nad brakiem środków finansowych dla MRM i zastanawiam się, o co w tym wszystkim chodzi? Czy to rzeczywiście młodzi ubolewają? Czy naprawdę nie ma dla nich pieniędzy?
Oczywiście brałem i biorę poprawkę na wiek, wiedzę, możliwości, okoliczności, obowiązki szkolne, ale przecież osoby, które zostały wybrane do MRM zdawały sobie sprawę z tego, że idą do niej w charakterze oddelegowanych przez innych uczniów działaczy SPOŁECZNYCH?
Miałem i mam nadzieję, że młodzi jako osoby chcące angażować się społecznie traktowali i będą traktować udział w MRM jak przygodę z samorządem, która da im jakiś wgląd w sprawy tegoż samorządu i pozwoli podjąć decyzję o tym, czy będą w przyszłości chcieli „iść w lokalną politykę”. Po ponad pół roku istnienia MRM widzę, że zanim cokolwiek zostało zrobione, za chwilę z wydatną pomocą dorosłych będą oni jedną nogą w polityce i to z własnym budżetem i wcale nie małym bo sięgającym może nawet 30 000 zł.
W takim razie po co nam w Koninie dorośli radni i władze miasta oraz armia urzędników? Przecież oni otrzymują całkiem niezłe wynagrodzenia! Czy to nie oni właśnie powinni tworzyć i wspierać projekty, opiniować i przeznaczać odpowiednie kwoty na zaakceptowane projekty? Dlaczego nie potrafią zadbać o sprawy młodzieży?
A przecież można skutecznie działać w pojedynkę lub w kilka osób i to bez wielkich funduszy lub nawet bez żadnych funduszy. Radnych MRM jest sporo, bo 20 osób. Większość z nich poznałem w marcu 2009. To silna, sympatyczna grupa, którą jak odnoszę wrażenie ktoś na siłą i niepotrzebnie wikła w problemy. Uzależnianie działań MRM od pieniędzy z miejskiej kasy zgasi chęć działania i uzależni ich przyszłą działalność od głosowania radnych Rady Miejskiej lub władz Konina za lub przeciw potrzebom MRM i co gorsza uzależni od pieniędzy podatników.
Nie sądzę, aby ktoś się sprzeciwił pomysłowi extra finansowania MRM. Patrzący na zimno doskonale wiedzą, że każda partia polityczna ma tam już upatrzony narybek, więc trzeba mu zapewnić możliwość działania i zaistnienia.
Czy dobrze pamiętam z mediów, że ktoś tam kiedyś w Radzie Miejskiej oddał swego laptopa ubogiemu i potrzebującemu? Czy radni miejscy jeśli chcą, mogą ze swej diety umożliwić młodym „kasowy start” w działalność publiczną? Oczywiście, że tak, bo wystarczyłoby 50 zł miesięcznie od każdego z nich i mamy niezłą sumkę dla MRM! Czy ktoś rozpatrywał na powaznie taki scenariusz?
Mam jeszcze inny pomysł! Jak szaleć, to szaleć! Załóżmy Miejską Radę Dziecięcą złożoną z przedszkolaków i uczniów szkół podstawowych. Dajmy im budżet powiedzmy 15 000. W końcu dzieci mają do tego pełne prawo! Zamiast się dobrze bawić z innymi lub uczyć będą gryźć paznokcie, walczyć o głosy wyborców i nerwowo wyglądać kasy mającej nadejść z budżetu miasta bo przecież bez niej absolutnie nic nie będą mogły zrobić. Później dzięki zdobytej popularności zostaną wybrane do Młodzieżowej Rady Miasta (gimnazjum, liceum, technikum), gdzie również skorzystają z budżetu miasta. Z młodzieżowej Rady Miasta już tylko rzut beretem do Rady Miejskiej i własnego miesięcznego budżetu w postaci diety radnego. Trochę się zagalopowałem, bo pomysł miał być komediowy, a ostatecznie wyszedł tragiczny. Niestety całkiem realny, bo przecież w naszej polskiej rzeczywistości wszystko jest możliwe.
Oczywiście nie ma dyskusji nad tym czy należy finansowo wspierać młodzież i jej inicjatywy, bo TRZEBA WSPIERAĆ. Uważam jednak, że radni Rady Miejskiej Konina i władze miasta powinni jeszcze raz przemyśleć formułę funkcjonowania konińskiej MRM, a zwłaszcza możliwości jej finansowania.
Polityko pozwól żyć młodzieży! Daj młodym ludziom możliwość sprawdzenia swych sił w działalności społecznej bez uzależniania ich już na starcie od extra kasy z budżetu miasta!