Sporo się zastanawiałem nad tematem dzisiejszego wpisu. Tymczasem temat pojawił się sam, bowiem dzisiaj rozpoczęła się sesja maturalna. Mówię sesja, chociaż to rzadko używany termin w przypadku matur, ale chyba powoli należy zacząć przyzwyczajać przyszłych studentów do tego słowa. O maturach zupełnie zapomniałem, pewnie za sprawą długiego weekendu (w tym roku długiego niestety tylko z nazwy), albo może dlatego, że swoją maturę zdawałem już jakiś czas temu.
W każdym razie, jak co roku, powracają kontrowersje związane z egzaminami maturalnymi - klucze, przecieki, tematy, przeliczniki i inne. Powraca również kwestia, według niektórych koniecznej, reformy szkolnictwa oraz samych egzaminów maturalnych. Tylko, której reformy? Trzeba by było policzyć, bowiem co roku zachodzą jakieś małe, ale często bardzo istotne zmiany w temacie egzaminów maturalnych. Można więc powiedzieć, że takich małych reform było już sporo... Tymczasem uczniowie podchodzący do egzaminów, którzy powinni się skupić na powtarzaniu treści lektur, przechodzą przyspieszony kurs prawa oświatowego. Przeciwnicy tzw. nowej matury krytykują nowy system za tępienie samodzielności i kreatywności wśród zdających, za "odczłowieczenie" egzaminów oraz za kilka innych rzeczy. Natomiast zwolennicy reformy uważają, że przybliża ona Polskę do zachodnich standardów szkolnictwa, a egzaminy czyni bardziej obiektywnymi. Być może prawda leży gdzieś po środku. Sam przeszedłem przez tzw. nową maturę i powiem szczerze, że w szkole średniej przydałby się kolejny przedmiot przybliżający przyszłym maturzystom procedury maturalne, bo matura coraz częściej staje się niestety sztuką dla sztuki.
Nie należy się jednak załamywać. Zaraz po maturze na wymęczoną egzaminami młodzież czekają wakacje. I to długie, bo trwające od maja do października, w którym rozpoczyna się rok akademicki. To jedyne takie długie wakacje w życiu, i chyba jedyne, które pod koniec stają się już nieco... męczące. Prawie pięć miesięcy leniuchowania to nie przelewki, muszą zmęczyć.
Dzisiejszy wpis być może nie jest zbytnio związany z tematem życia studenckiego, lecz chyba warto było sobie przypomnieć jak to wyglądało kiedy sami zdawaliśmy maturę. Podobno to najgorszy egzamin w życiu (ale tylko podobno, wierzcie lub nie - są gorsze). Pozostaje więc tylko życzyć wszystkim tegorocznym maturzystom powodzenia w dalszych egzaminach.
Jarosław Karczewski